Jesteśmy spóźnieni…

Już po napisaniu „Bycia i czasu” (1927), w swoich następnych pracach, Martin Heidegger postawił tezę, że wolność jest istotą prawdy. Co to oznacza? Na pozór mogłoby się wydawać, iż chodzi o wolność wypowiedzi, albo o swobodę pracy naukowej i badani naukowych, lub, sięgając po jeszcze inne rozumienia, o pluralizm, w ramach którego zderzają się różne poglądy i stanowiska.

Roman Mańka: Oczywiście, to wszystko również też jest niezwykle ważne, jednak takie rozumowanie czy taka interpretacja, byłyby zbyt powierzchowne, żeby nie powiedzieć, proste.

Heideggerowi chodzi o coś innego, i dużo głębszego.

Stwierdzenie, że wolność jest istotą prawdy, ma fundamentalne znaczenie dla poznania, w tym również dla nauki, i kruszy właściwie „kamień węgielny” nowożytności.
Jeżeli wolność jest istotą czy cechą prawdy, to oznacza, że prawda znajduje się przed pojęciem i przed znaczeniem, czyli inaczej mówiąc, że jest przed poznaniem i przed świadomością. W jednym ze swoich dzieł z lat 30. XX wieku, napisanym po „Byciu i czasie”, a mianowicie w „Istocie prawdy”, Heidegger zawiera taką myśl, która, jak żaden innym fragment, nie wyraża w tak silny i dramatyczny sposób, pełnego sensu prawdy: „prawda nie narodziła się z sądu (ponieważ nie mieszka w nim)”. Oznacza to, że prawda jest przed językiem (gramatycznym, lub formalnym). Jej czasowy charakter powoduje, że nie da jej się „złapać” czy „chwycić” w słowa. Wyobraźmy sobie bawiące się dzieci, które próbują złapać dym w zaciskane szybko dłonie.

Nie udaje się!

Prawda nam ucieka…
To czego dokonał Heidegger, to zakwestionowanie logicznego znaczenia prawdy, na korzyść fenomenologicznego, a ujmując problem jeszcze bardziej konkretnie, fenomenolgiczno-hermetycznego. Prawda jest w przyrodzie, a nie w nauce; jest w wydarzeniach, a nie w historii. Nauka oraz historia, to tylko rekonstrukcje prawdy, które zawsze skazane są na utratę sedna. Nie są w stanie dotknąć czy uchwycić istoty rzeczy, chociaż bardzo się starają.
Prawda nie jest logiczna, gdyż nic nie stoi ani nie trwa w miejscu; jej czasowy charakter powoduje, że jest fenomenologiczna: prawda się wydarza, staje się, lecz nie trwa. Ostateczność, oczywistość, oraz totalność stanowią pojęcia sprzeczne z naturą prawdy. Prawda nigdy nie jest zakończona.
Zdanie Heideggera: „wolność jest istotą prawdy”, oznacza, że prawda wydarza się na poziomie rzeczy, w samym sercu rzeczy, przed językiem, słowami i świadomością. Prawda nie jest logiczna, gdyż próba uchwycenia jej w pojęcia logiczne, stanowi już zafałszowanie i utratę. Znaczenie czy pojęcie, nie jest tym samym co rzecz. Jest substytutem rzeczy, lecz nie rzeczą. Nie istnieje tu symetria ani tożsamość.

Prawda nam ucieka, znika, właśnie wtedy, gdy chcemy ją utrwalić.

Patrzymy na pędzący pociąg, wydaje się, że go widzimy, tymczasem widzimy obraz, ale nie pociąg; pociąg jest już przed obrazem; występuje asymetria, bo prawda jest wcześniej.

Wszystko płynie
Gdy Henri Bergson, opowiadał w jednym z elitarnych paryskich liceów, młodym dziewczynom o tzw. paradoksach Zenona z Elei, czyli o strzale, która wystrzelona z łuku stoi w miejscu i o żółwiu, którego nie jest w stanie dogonić nawet Herkules, niewiasty co rusz wybuchały salwami chóralnego śmiechu. – Co on gada, pewnie chciałyby nam wmówić bajki o strzale stojącej w miejscu i żółwiu sprinterze, którego nie może dogonić nawet Herkules. A to dobre, he, he, he.
Ale tak naprawdę, te dziewczyny śmiały się z własnej powierzchowności w myśleniu. Bergson, choć wówczas bardzo młody, był zbyt wybitnym intelektualistą, aby nie wiedzieć, że paradoksy Zenona z Elei posiadają figurę metodologiczną, hermeneutyczną i uciekają się do pewnej dialektyki (podobnie jak Platon), aby poprzez podział i pozorny absurd, doprowadzić do syntezy czy używając lepszego słowa: synchronii, ułatwiając przy tym zrozumienie.

Po prostu, paradoks ma ułatwić zrozumienie, przybliżyć nas do istoty rzeczy.

O co więc chodziło Bergsonowi, kiedy omawiał paradoksy Zenona z Elei? Chciał on zilustrować dysonans, jaki występuje pomiędzy ludzkim umysłem czy jego pochodną: rozumem, a rzeczywistością. Już Heraklit stwierdził, że zasadą rzeczywistości jest zmienność. Skonstatował naturę rzeczywistości słowami: „panta rhei” (j. pol. „wszystko płynie”). Tymczasem umysł ludzki przejawia skłonność do utrwalania, mówiąc językiem Arystotelesa, budowanie substancji. Heidegger później rozwinął poglądy starożytnej filozofii greckiej (m.in. Anaksymandra, Parmenidesa, i Heraklita), twierdząc, że ruch pochodzi od rzeczy, a nie od języka. Dlatego nie jesteśmy w stanie uchwycić prawdy za pomocą logiki czy historii (która również opiera się na logicznych prawach linearnego następstwa), gdyż logika oraz historia utrwalają rzeczywistość, zaś prawda ma charakter czasowy i jest zmienna. Ludzie zamienili logos, który znajduje się bliżej rzeczy, w logikę i w tym momencie zaczął się błąd.

Błąd Kartezjusza
Już Parmenides określał prawdę jako aletheia, a więc od-krycie, czyli coś, co poprzedza poznanie, świadomość i następuje po rzeczy (albo nawet w rzeczy). Prawda jest w rzeczy, a nie poza nią. A już na pewno nie znajduje się w wypowiedzi, w sądach, czy w twierdzeniach, w wiedzy. Jej fenomenologiczny, czasowy charakter powoduje, że ciągle ucieka nam, nigdy nie jest zakończona. Widać to nawet w gramatycznych funkcjach języka oraz jego sensie, gdy np. mówimy, że coś się przed-stawia, czyli, że przed stawianiem jest jeszcze jakieś inne, bardziej uprzednie i głębokie, „przed”, a zatem, że przed wtórnym stawianiem znajduje się jakieś pierwotne „przed”. Mówimy często, nawet w rozmowach potocznych, że „rzeczy się przedstawiają”. Wynika z tego, że przedstawienie jest już spóźnione wobec prawdy. Prawda jest wcześniej.
W zdaniu czy w wypowiedzi możliwa jest równowaga pomiędzy podmiotem oraz przedmiotem, ich wzajemny bilans czy symetria, jednak w rzeczywistości i w procesie poznawczym, istnieje asymetria, co oznacza, że przedmiot nie wyrównuje się z podmiotem.

Kartezjusz się pomylił, a w ślad za nim cała nowożytna nauka. Nie ma czegoś takiego, jak podmiot poznający przedmiot czyli świat, bo podmiot jest częścią świata. Pomiędzy podmiotem a światem istnieje ciągłość, co wyraźnie dawał do zrozumienia Heidegger i co stwierdzał również Maurice Merleau-Ponty, francuski fenomenolog i egzystencjalista. Nie ma opozycji pomiędzy podmiotem a przedmiotem. Podmiot nie jest w stanie neutralnie i obiektywnie opisać przedmiotu, gdyż jest przez ten przedmiot zdeterminowany.

Gdy Jean Jacques Rousseau, dokonując radykalnej korekty Kartezjusza, powiedział: „czuję więc jestem”, w miejsce: „myślę więc jestem”, to miał na myśli, że uczucie, które jest przed myślą, przed sądem, przed pojęciem i wyprzedza myśl, prędzej dotknie prawdy niż myśl. Jemu chodziło o prawdę etyczną, lecz można to rozszerzyć na prawdę w ogóle. Rousseau uważał, że myśl zawsze powstaje w towarzystwie uczuć, ale to te drugie mają znaczenie kluczowe. Zatem w opinii Rousseau, istnieje coś, co wyprzedza myśl i czemu bliżej jest do prawdy i co prędzej ją pozna.
Jest to nic innego tylko przesunięcie, a właściwie oddanie prawdy, z obszaru racjonalnego w kierunku wrażliwego. To samo twierdził Fridrich Wilhelm Nietzsche, który badając Starożytność, doszedł do wniosku, iż uczucia i trans prędzej oddadzą prawdę niż racjonalność i rozum. W „Narodzinach tragedii” napisał coś mniej więcej takiego: ludzie zawsze wybiorą mit przed logosem. Twierdził, że sztuka jest lepsza od nauki, albowiem nauka daje tylko iluzję poznania prawdy, czemu niestety nie jest w stanie sprostać. Heidegger uprzywilejowuje poezję, zwłaszcza Friedricha Hölderlina.

Nieautentyczność
Idąc tropem Nietzschego, Heidegger również stwierdził, że bliższa prawdzie jest sztuka i technika niż nauka, albowiem sztuka i technika rekonfigurują, jak gdyby odtwarzają i odnawiają rzeczywistość, zaś nauka ją konserwuje, czyli utrwala, a utrwalenie, z uwagi na czasowy charakter prawdy, oznacza jej utratę.

Zegarki zafałszowują rzeczywistość. To czas logiczny, linearny, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym czasem. Przez to jest nieautentyczny.

Na poziomie techniki pozornie możliwe staje się to, co jest nieosiągalne na poziomie logiki: odzyskanie rzeczy, natomiast na poziomie logiki następuje ich utrata. Niestety, tak naprawdę technika odbiera rzeczom (w tym również człowiekowi) wolność, gdyż narzuca im sposób bycia, czyli instrumentalizuje je i w ten sposób, w głębszym sensie, również traci. Również w wymiarze techniki nie możemy mówić o rzeczy, bo technika korzystając z tożsamości idei i rzeczy, w większym stopniu wytwarza produkty niż rzeczy, zaś produkt to narzucony rzeczy sposób bycia. Technika więc nie jest na poziomie autentycznym, gdyż w odniesieniu do niej można mówić, co najwyżej o produktach, lecz nie o rzeczach, tak samo, jak w odniesieniu do logiki czy nauki w ogóle, można mówić o przedmiotach, czy tak jak w przypadku historii, o rekonstrukcjach. Jednak ani produkt, ani przedmiot, ani rekonstrukcja, to nie są rzeczy.

Głębia rzeczywistości
Tak naprawdę sensem bycia i prawdy jest nicość. Dominujący w nowożytności logiczny profil prawdy powoduje, że do czystej, prawdziwej prawdy nie docieramy, nie dotykamy jej bezpośrednio, albowiem zawsze jest coś, co się na nią nakłada, a co zostaje poprzedzone przez coś wcześniejszego i głębszego.
Z drugiej strony, kiedy Heidegger ogłosił, iż sensem prawdy jest czasowość, to tak naprawdę stwierdził, że jej sensem jest nicość. Czas, z którego jest zbudowana rzecz, nie pojawia się, nie można go zobaczyć
Czasowy charakter rzeczywistości, powoduje, iż nie jesteśmy w stanie w całości jej zobaczyć. Tak jak nie widzimy samolotu, który właśnie nadlatuje. Widzimy jego obraz, ale nie rzecz, czyli samolot, bo materialnie jest on już gdzie indziej, a obraz czy jakkolwiek to nazwiemy, np. fenomen, za nim nie nadążą. A to oznacza, że w fenomenie jest, oprócz tego co widzimy, co się nam jawi, jeszcze głębia, jego źródło, które się nie pojawia, nie możemy go zobaczyć, albo, mówiąc jeszcze inaczej: jest obecny poprzez nieobecność.

Rzeczy się wydarzają, a przez to stają się nieuchwytne, nieosiągalne. Fenomen zawiera dwa elementy: jeden, który się pojawia, który istnieje tylko dlatego, że w jego głębi znajduje się drugi, który się nie pojawia i do którego nie jesteśmy w stanie dotrzeć. Lecz to właśnie ten drugi (którego nie widzimy i nie poznajemy) jest sensem rzeczywistości.
I to jest właśnie nicość. Nigdy nie dotrzemy do całej, kompletnej prawdy. Ale właśnie na tym polega jej wolność, że człowiek nie może uchwycić jej w pojęcia czy kategorie. Jak pisał Heidegger: „człowiek jest pasterzem bycia”, lecz nie jego twórcą ani przyjacielem. W sensie ontologicznym bycie było wcześniej, a człowiek jest jego częścią.

 

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Dodaj komentarz