Kiedy przyjdą podpalić dom…


Rok 2021 przyniósł Polsce agresję ze strony reżimu Aleksandra Łukaszenki i choć to jeszcze nie atak konwencjonalny, to konflikt migracyjny na granicy w każdej chwili może przerodzić się w coś dużo groźniejszego. Co wówczas? Jak przysłowiowy Kowalski, bez wcześniejszego przeszkolenia, może przygotować się na inwazję, aby zwiększyć swoje szanse na przeżycie? 
 

Jerzy Mosoń: Na przestrzeni kilkudziesięciu lat możliwości prowadzenia działań zbrojnych wzrosły diametralnie. Nie zmienia to faktu, że część form agresji, począwszy od cyberataków, przez presję energetyczną, ekonomiczną czy polityczną, a kończąc na przerzucie migrantów może skończyć się klasycznym ostrzałem i wkroczeniem wojsk nieprzyjaciela. To opracowanie na okoliczność właśnie takiej sytuacji.  

Wojna to codzienność
W ostatnich latach. w Europie lub na jej rubieżach, tradycyjnie prowadzonej wojny doświadczyli: Ukraińcy, Gruzini, Czeczeńcy, Ormianie i Azerowie. Jeszcze wcześniej mieszkańcy byłej Jugosławii. Konwencjonalna wojna jest od wielu lat codziennością Syryjczyków, Irakijczyków, Kurdów, Afgańczyków i wielu innych nacji. W następstwie bombardowań, ostrzału rakietowego czy też wkroczenia obcych sił, wiele rodzin musiało opuścić swe domy. Warto wspomnieć, że tylko od czasu napaści Rosji na Krym i Donbas w 2014 r. Ukrainę opuściło ponad dwa miliony mieszkańców. Czy to samo może spotkać Polaków?  

Widmo wojny przeraża. Żyją jeszcze w Polsce ludzie, którzy pamiętają sceny z II wojny światowej.

Wishful thinking
Wiara w to, że ewentualny konflikt, w którym ofiarą byłaby Polska mógłby być mniej dotkliwy dla tubylców niż dla wymienionych wcześniej narodów to przejaw niczym nieuzasadnionego myślenia życzeniowego. Często bierze się ono z nieodpowiedzialnych opinii ekspertów sugerujących, że Polska jako członek NATO i Unii Europejskiej nie powinna obawiać się ataku militarnego. Dopóki polskie wojsko nie będzie dysponować odpowiednim arsenałem odstraszania, czyniącym atak na ochraniany kraj nieopłacalnym, dopóty ryzyko inwazji jest wysokie. Ale co zrobić, jak postępować w okresie przejściowym, skoro na wschodniej granicy dzieje się źle? 

Braterskie wsparcie  
Polska armia zaatakowana przez samą Białoruś prawdopodobnie byłaby w stanie się obronić. Kłopot w tym, że 4 listopada 2021 r. władze naszego wschodniego sąsiada podpisały z Rosją 28 programów mających na celu integrację obydwu państw. Oznacza to, że hipotetyczny atak ze Wschodu na Polskę byłby prawdopodobnie agresją wojsk białoruskich wspieranych przez Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej. Jak mogłoby to wyglądać? Rosja od lat ćwiczy scenariusze inwazji na Polskę. W większości z nich zagrożeni są zarówno mieszkańcy terenów przygranicznych, jak i dużych miast oraz rejonów, gdzie stacjonują główne siły polskiej armii czy też Sojuszu Północnoatlantyckiego.   

Narażeni na atak
Oznacza to, że bezpiecznie nie może się czuć ani warszawiak ani szczecinianin, spokojnej głowy nie może też mieć mieszkaniec prowincji. Dla przykładu, w Inowrocławiu stacjonuje 1 Brygada Lotnictwa Wojsk Lądowych, a w Szczecinie 12 Dywizja Zmechanizowana. W Elblągu Wielonarodowa Dywizja Północny-Wschód. Z kolei w Tomaszowie Mazowieckim 25 Brygada Kawalerii Powietrznej. Każda baza wojskowa na terenie RP lub zgrupowanie sił Sojuszu to potencjalny cel agresora. 

Takim celem będzie też infrastruktura krytyczna, w tym najpewniej: elektrownie, linie kolejowe, dworce, lotniska cywilne, centra logistyczne.  

Miejsce bezpieczne do czasu
Nikt nie jest w stanie przewidzieć tego czy rejon, jaki zamieszkuje będzie objęty bezpośrednimi działaniami wojennymi. Dlatego komasowanie zapasów w piwnicy czy na półce w szafie nie zawsze się sprawdzi, choć może być przydatne wobec innych zagrożeń takich jak na przykład black out. Oczywiście, jeśli ktoś żyje w domu na wsi lub w małym miasteczku, gdzie w pobliżu nie ma ani wojsk ani infrastruktury krytycznej albo w ogóle na terenie trudnodostępnym, może założyć, że w mniejszym stopniu jest zagrożony koniecznością ucieczki niż, gdyby żył w stolicy bądź w Krakowie. To jednak tylko teoria. Co więcej, atrakcyjne miejsce będzie z czasem przyciągać uchodźców, a oni nie zawsze mogą mieć pokojowe nastawienie. Jedyne wyjście to być gotowym/gotową do migracji.   

Mało czasu na ewakuację
W skrajnie fatalnym scenariuszu, ludność dowie się o konieczności ewakuacji lub znalezienia schronienia na kilka minut przed atakiem. Tyle bowiem potrzebują rakiety systemu balistycznego Iskander z Obwodu Kaliningradzkiego by osiągnąć cele np. w Warszawie. To za mało czasu by zdążyć wrócić z kina czy z pracy do domu, a już na pewno nie wystarczy go by się spakować. Może się także zdarzyć sytuacja, że system radarowy nie zadziała bądź nieprzyjaciel użyje broni hipersonicznej – niestety to niebawem będzie prawdopodobne. Wtedy osoby, które przeżyją pierwszy atak będą miały jeszcze trudniejsze zadanie – wydostanie się z gruzowiska to prawdziwy wyczyn. Co może pomóc przetrwać? 

Must have przetrwania
Odpowiedni ekwipunek powinien w obecnej sytuacji towarzyszyć nam na co dzień. Nie może być zbyt duży, ponieważ z ciężkim plecakiem trudno sprawnie się poruszać. Na pewno część osób, szczególnie tych poruszających się komunikacją miejską/podmiejską nie wyobraża sobie codziennej podróży do pracy z dodatkowym obciążeniem. W takim przypadku jedynym rozwiązaniem jest saszetka zawierająca podstawowe rzeczy: zapalniczkę, scyzoryk, środek odkażający, bandaż, plastry, tabletki do oczyszczania wody i prezerwatywy – na wypadek gwałtu (jeśli już do niego ma dojść lepiej przekonać napastnika/napastników by się zabezpieczyli niż potem zmagać się z niechcianą ciążą lub chorobą). Dobrze mieć też zawsze przy sobie trochę „twardej” waluty. W saszetce zmieści się jeszcze folia przetrwania, maska, rękawiczki lateksowe, mini czekolada. I tyle. Wystarczy by przetrwać od 1-3 dni. Tyle mniej więcej potrzeba na znalezienie pomocy. I tak długo można realnie przeżyć zimą, jeśli się jej nie otrzyma wcześniej.  

 Plecak – nieodłączny towarzysz
Szczęśliwcy, którzy mogą podróżować z plecakiem lub ci, którzy chcą go mieć stale pod ręką w domu czy w pracy powinny nieco rozszerzyć katalog rzeczy potrzebnych (lista w ramce). Każdy jednak powinien dopasować ekwipunek do swoich możliwości, wiedzy czy umiejętności korzystania z gadżetów. Jeśli ktoś nigdy nie używał krzesiwa powinien wybrać raczej zapalniczkę. Duży, ciężki nóż taktyczny czy tak popularna, bo nie wymagająca zezwolenia broń czarnoprochowa to sprzęt, którym trudno się obronić przed żołnierzem wyposażonym w broń szybkostrzelną. Lepiej sprawdzi się mniejszy nóż, ale za to ze stałą głownią, ze stali nierdzewnej, najlepiej pokrytej karbonem niwelującym odblaski. Do tego można dobrać gaz pieprzowy w sprayu. 

Sytuacja jest napięta. Być może trzeba powoli myśleć o broni, w celu obrony Ojczyzny.  

Must have wyposażenia ewakuacyjnego 

  1. Plecak 25-35 litrów, bez odblasków, z cordury minimum 500 D (mile widziany systemmolle)
  1. Worek nieprzemakalny na plecak w kolorze zielonym lub czarnym.
  1. Manierka wojskowa (z metalową czaszą-manierką) wypełniona wodą (zmieniać co 3 dni).
  1. Zapalniczka, krzesiwo, zapałki sztormowe – do wyboru.
  1. Tabletki do oczyszczania wody.
  1. Filtr przenośny do wody(odwrócona osmoza).
  1. Minikuchenkaprzenośna (opcjonalnie) 
  1. Paliwo stałe w tabletkach do kuchenki.
  1. Racje żywnościowe na 1-3 dni.
  1. Twarda waluta.
  1. Lekki namiot (tarp/plandeka).
  1. Karimata, śpiwór/folia termiczna(przetrwania). 
  1. Nóż survivalowy z głownią stałą (scyzoryk). 
  1. Bransoletka przetrwania z kompasem/zegarek nakręcany z kompasem.
  1. Apteczka.
  1. Rękawiczki medyczne X3.
  1. Maski medyczne X3.
  1. Plaster gojący–klej. 
  1. Spirytus spożywczy w piersiówcemetalowej.
  1. Rękawice termiczne.
  1. Ogień chemiczny.
  1. Mała lornetka/luneta.
  1. Buty za kostkę nieprzemakalne.
  1. Nakrycie głowy.
  1. Rękawiczki bez palców.
  1. Bielizna na zmianę z jonami srebralubbawełniania. 
  1. Bluza termiczna/kurtka zwindstoperem, nieprzemakalna.
  1. Maskaprzeciwgazowa/biologiczna. 
  1. Mini piła.
  1. Latarka LED.

Dżungla to także ruiny miasta
Z uwagi na małą ilość lasów niekiedy lepszym kamuflarzem niż słynna panterka będzie szary, granatowy czy czarny – takie barwy plecaka lub odzieży pozwolą na wtopienie się w przeważający krajobraz miejski. Co więcej, plecak bądź kurtka przypominające wyposażeniem wojskowe mogą zamiast ocalić sprowadzić na nas niebezpieczeństwo. Żołnierze w pierwszej kolejności wybierają cele postrzegane jako militarne, więc gdy zobaczą kogoś ubranego w sklepie militarnym nie będą się zastanawiać czy to żołnierz czy cywil. Niestety odpadają też odblaski, które często są elementem posiadanego w domu wyposażenia sportowego czy turystycznego – mogą niepotrzebnie zwracać uwagę, więc już teraz warto zrobić przegląd tego, co jest w domu, a co należy uzupełnić. Ci, którzy chcą maksymalnie zaoszczędzić mogą dokupić do posiadanych plecaków worki nylonowe– czarne lub zielone. Osłonią nie tylko przed deszczem, ale też zasłonią odblaski. Reasumując: unikajmy jaskrawych kolorów, tak samo jak upodabniania się do Rambo, szczególnie, jeśli nie dysponujemy umiejętnościami komandosa.  

Dlaczego lepiej uciekać, zamiast walczyć
Odpowiedź na to pytanie jest podstawą wyboru, jakiego dokona każdy z nas w chwili próby. Współczesny cywil jest z każdym pokoleniem gorzej przygotowany, zarówno do walki jak i przetrwania w dziczy miejskiej czy leśnej. Za to agresor dysponuje narzędziami do zadania śmierci znacznie bardziej zaawansowanymi niż żołnierze z minionych konfliktów. W kolejnej wojnie walczyć będą zatem ci, którzy zostali do tego przygotowani, pozostali powinni przetrwać – to jest ich wkład w ostateczne zwycięstwo. Niestety Polacy dość długo uczyli się, jak pięknie umierać za Ojczyznę, zamiast starać się zbudować naród tak silny, by przy sprzyjających okolicznościach geopolitycznych wskrzesić państwowość. W końcu jednak udało się to osiągnąć. Kolejnym krokiem powinno być takie wzmocnienie Ojczyzny by już nigdy nie trzeba było obawiać się jej utraty. Czy zdaliśmy egzamin? Każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Obyśmy dostali więcej czasu na przygotowania… 

 

 Autor jest szefem Zespołu ds. Geopolityki i Polityki Zagranicznej Fundacji FIBRE. W przeszłości pełnił funkcję redaktora naczelnego magazynu „Gentleman”, a także z-ca redaktora naczelnego czasopisma Polish Market. Kierował Działem Prawnym tygodnika „Gazeta Finansowa”. Na swoim koncie ma wiele publikacji w „Rzeczpospolitej” (w której pracował), w Kwartalniku Geopolitycznym „Ambassador”, w miesięczniku „Home&Market” oraz w czasopismach prawniczych, m.in. w prestiżowym branżowym miesięczniku „Radca prawny”.Jest także reżyserem i producentem filmów. 

Obopólny interes


Powiedzmy sobie wprost: PiS-owi kryzys na granicy Polska-Białoruskiej bardzo sprzyja. Podejrzewam nawet, iż Łukaszenko i Kaczyński „dogadali się” i cynicznie, perfidnie grają razem.

Roman Mańka: Oczywiście to nie oznacza, że Łukaszenko odwiedził pod osłoną nocy, w założonym na głowę kapturze Kaczyńskiego, w “pałacu” na Żoliborzu, i zawarli porozumienie. W polityce rzeczy tak prosto i bezpośrednio się nie dzieją. Jednak wiele poczynań uzgadnianych jest w domniemaniu, w rezultacie antycypacji interesów zainteresowanych stron.

Zawsze powtarzam, że w polityce gesty ważniejsze są od słów.

Zakończy się to tak (prędzej lub później, ale raczej prędzej niż później), że PiS, dzięki kryzysowi, otrzyma pieniądze z Unii Europejskiej, w ramach Funduszu Odbudowy, które włączy do budżetu państwa i własnego funduszu wyborczego. W istocie o to idzie cała gra. Teraz UE ma silny pretekst żeby te pieniądze Polsce dać. Inne sprawy, związane choćby z praworządnością, zejdą na dalszy plan.

Oprócz tego ważne są dwa pozostałe efekty:

Po pierwsze, budując zewnętrzne zagrożenie PiS może mobilizować własny elektorat i próbować zdobywać nowe populacje wyborcze, poprzez granie na patriotycznej emocji.

Po drugie, odwraca uwagę od własnych nieudolnych rządów oraz problemów natury gospodarczej: inflacja; i również od innych ważnych spraw, np. koronawirus.

Łukaszenko zaś robi mniej więcej to samo, a oprócz tego dostaje alibi. Jeżeli UE wprowadzi sankcje wobec Białorusi, będzie na kogo zrzucić winę na zapaść gospodarczą, do której i tak na Białorusi dojdzie, w rezultacie jego beznadziejnych rządów. Dzięki temu będzie mógł rządzić dalej.

W polityce wiele rzeczy wygląda inaczej niż się wydaje w powierzchownym oglądzie. – Nie patrz na przedstawienia, lecz na istotę rzeczy – pisał Immanuel Kant. Staraj się zobaczyć nie fenomeny, a noumeny.

 

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Geopolityczny przekaz Moskwy

Rosja pręży muskuły!

Według oficjalnych danych ministerstwa obrony rosyjskie, ćwiczenia Vostok-18, to największe tego rodzaju przedsięwzięcie od początku lat 80. XX wieku. Według różnych źródeł, w manewrach, które trwały do 17 września ur., miało uczestniczyć od 250 do niemal 300 tysięcy żołnierzy, 36 tysięcy czołgów i pojazdów mechanicznych, oraz około tysiąca samolotów i śmigłowców.

dr Łukasz Tolak –W manewrach uczestniczył także znaczący komponent sił zbrojnych Chin  i Mongolii. Nawet jeżeli rosyjskie źródła przesadzają – ćwiczenia mają także wymiar sztabowy i część sił została w koszarach – to skala może robić wrażenie. Rosyjska generalicja ćwiczy m.in. przerzut i operacje wielkich związków taktycznych, z błyskawicznym przerzutem sił powietrznodesantowych; wspaniały efekt psychologiczny, szczególnie, jeżeli weźmiemy pod uwagę że siły zaangażowane w manewry, ponad dwukrotnie przewyższają wielkość sił zbrojnych np. Wielkiej Brytanii, o polskich nie wspominając. Czytaj dalej Geopolityczny przekaz Moskwy

Ameryka kończy z INF – i co dalej?

Martwy traktat rozbrojeniowy

[Rosja] „łamie układ INF od wielu lat”. „Nie pozwolimy im łamać porozumienia i produkować broni, której nam robić nie wolno”. Tymi słowami prezydent Donald Trump usprawiedliwiał, w niedzielę 20 października br., decyzję o planowanym wycofaniu się USA z traktatu INF. Decyzja  zelektryzowała światową opinię publiczną i sprowokowała liczne komentarze specjalistów oraz polityków, wskazujących na możliwość powrotu rakietowego wyścigu zbrojeń, między Waszyngtonem i Moskwą.

dr Łukasz Tolak –Trzeba mieć jednak świadomość, że bez względu na ocenę działań amerykańskich, traktat jest już od dłuższego czasu właściwie martwą literą. Za jego złamanie odpowiedzialny jest Kreml, który wbrew zobowiązaniom wprowadził już do uzbrojenia lądowe systemy rakiet balistycznych i samosterujących, o zasięgu ponad 500 km. Czytaj dalej Ameryka kończy z INF – i co dalej?

Szczyt NATO w Brukseli 2018 – dylematy Europy

Lipcowe spotkanie przywódców Paktu Północnoatlantyckiego w Brukseli, został niejako przysłonięty przez pierwsze spotkanie Trumpa i Kima w Singapurze oraz groźbę wojny handlowej USA z Chinami i Unią Europejską. Cieniem na spotkanie szefów państw członkowskich NATO, położył się również szczyt Trump Putin w Helsinkach, zaplanowany tuż po Brukseli. Ze względu na sytuację geopolityczną na świecie oraz tzw. rosyjski ślad w kompani prezydenckiej USA, spotkanie z włodarzem Kremla przyciągnęło znacznie więcej informacyjnego szumu.

dr Łukasz Tolak – Warto jednak przyjrzeć się dynamice stosunków USA z europejskimi członkami NATO, bo ich jakość bezpośrednio przekłada się na bezpieczeństwo Europy Środkowej, a tocząca się chwilami, w niedyplomatycznym stylu, dyskusja, będzie miała poważne konsekwencje dla Europy, jak również Sojuszu. Czytaj dalej Szczyt NATO w Brukseli 2018 – dylematy Europy

Zbyt wysoka pozycja sojusznicza USA, czas reagować

Polski król Zygmunt Stary był namiętnym karciarzem (nie mylić z kanciarzem). Grając pewnego dnia z dworzanami we flusa – kiedy mu przyszły dwa króle – zgłosił, że ma trzy.

– A gdzie trzeci? – zapytano przy sprawdzaniu.

– A tom ja – odrzekł ze spokojem król Zygmunt i zgarnął pulę.

Po spotkaniu Putin-Trump w Helsinkach, wielu komentatorów spekulowało o porażce prezydenta USA, w konfrontacji z jego rosyjskim odpowiednikiem, a nawet o „przehandlowaniu” Europy Środkowo-Wschodniej za wpływy na Bliskim Wschodzie, choć nic wprost nie potwierdzało, że takie wnioski są uprawnione. 

Jerzy Mosoń – Mowa ciała i brak komentarza w kwestii Ukrainy ze strony prezydenta Trumpa, to jednak zbyt mało by nazywać kogoś zdrajcą czy przegranym. Warto jednak przy takiej okazji przypomnieć osobom odpowiedzialnym za strategię międzynarodową Polski, że pozycja Waszyngtonu wobec Warszawy jest nieproporcjonalnie wysoka, co powoduje, że muszą być gotowi na niebezpieczne niespodzianki. Co to oznacza? Czytaj dalej Zbyt wysoka pozycja sojusznicza USA, czas reagować

Rosyjskie zbrojenia – sukces czy porażka?

Fot: pixabay.com

22 listopada 2017 roku 152. Brzesko-Warszawska Gwardyjska Brygada Rakietowa, stacjonująca w Obwodzie Kaliningradzkim, została uroczyście przezbrojona w system 9K720 Iskander-M. Jest to przedostatnia, 11 jednostka rakietowa, która zgodnie z kontraktem z 2011 roku, miała otrzymać nowy sprzęt.

dr Łukasz Tolak – Początkowo planowano przezbrojenie 10 brygad, ostatecznie zwiększono tę liczbę do 12. Do przezbrojenia pozostaje jeszcze brygada w Kursku. Wspomniane wydarzenie jest tylko niewielkim elementem programu modernizacji sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej (FR) na lata 2011-2020, o tyle istotnym, że dotyczy jednostki stacjonującej na stałe w bezpośredniej bliskości granic Rzeczypospolitej Polskiej i jednocześnie wschodniej flanki NATO. Czytaj dalej Rosyjskie zbrojenia – sukces czy porażka?

Koreańska gra Putina

undefinedFot: pixabay.com

Do gwałtownego, niewidzianego od lat, wzrostu napięcia na Półwyspie Koreańskim przyczyniła się polityka Rosji. Moskwa od kilku lat wzmacnia swoje wpływy w Pjongjangu, starając się przekonać Kim Dzong Una, że w obliczu konfliktu z USA, jest bardziej przydatnym sojusznikiem niż Chiny. W strategii Kremla, Korea Północna stanowi jednego z najcenniejszych sojuszników, których można wykorzystać przeciwko USA.

Ksawery Czerniewicz – Dlatego Rosjanie blokują nałożenie ostrzejszych sankcji na KRLD i potajemnie wspomagają reżim ekonomicznie. Co jednak najważniejsze, to Moskwa zapewniła Pjongjangowi technologie, które stały się źródłem ostatnich postępów w północnokoreańskim programie rakietowym. Czytaj dalej Koreańska gra Putina

Gruzja – ofiara rosyjskiego imperializmu

undefinedFot: georgia/pixabay.com

Pięć miesięcy temu, w październiku 2016 roku, miały miejsce ostatnie wybory parlamentarne w Gruzji. Legalne zwycięstwo, ponad 50 procentową przewagą, odniosła partia Gruzińskie Marzenie – Demokratyczna Gruzja. Przed wyborami, czy też po nich, priorytety polityki zagranicznej Gruzji się nie zmienią. Należą do nich: integracja z NATO i Unią Europejską oraz przeprowadzanie, coraz dalej idących, reform wewnętrznych.

Inez Szuszwalak – Alternatywą dla tych działań mogłoby być zacieśnianie relacji z Rosją i wzmacnianie współpracy ze wschodem, jednak ta opcja z wielu powodów nie jest brana pod uwagę. Nie jest i nie będzie brana pod uwagę również z powodu ostatnich wydarzeń w dwóch regionach kraju, nad którymi rząd nie ma pełnej kontroli. Czytaj dalej Gruzja – ofiara rosyjskiego imperializmu

Rosyjska karta, mołdawski teatrzyk

undefined
Fot: pixabay.com

Po zdobyciu pełni realnej władzy mołdawski oligarcha Vladimir Plahotniuc dąży do zbudowania w kraju dwubiegunowego układu politycznego: prozachodni rząd i większość parlamentarna kontra prorosyjski prezydent i popierająca go najpopularniejsza partia socjalistów. Realna opozycja ma być zepchnięta na trwałe na margines, a główną osią pozornego sporu politycznego będą w najbliższych miesiącach stosunki Mołdawii z Rosją.

Ksawery Czerniewicz – Plahotniuc doprowadził do sytuacji, w której Zachód nie ma wyjścia i musi go popierać – mimo oczywistych nadużyć i wątpliwej trwałości proeuropejskich poglądów politycznego obozu oligarchy. Kluczowe były wybory prezydenckie w listopadzie ub.r. Plahotniuc od dłuższego czasu ma pełną kontrolę nad rządem, parlamentem, sądami i większością mediów. Mógł więc sobie pozwolić na objęcie stanowiska prezydenta przez ideologicznego przeciwnika. Dzięki dyskretnemu wsparciu aktywów Plahotniuca, idący do wyborów z prorosyjskim lewicowym programem Igor Dodon pokonał prozachodnią, związaną z centroprawicową opozycją Maię Sandu. Antyzachodnie i prorosyjskie pierwsze kroki nowego prezydenta umożliwiły władzy ustawienie się na przeciwstawnej pozycji. Przy czym w tym pozornym sporze większość kart ma w ręku Plahotniuc. Prezydencka władza w Mołdawii ma znaczenie raczej symboliczne. Konstytucja nie daje głowie państwa większych uprawnień. To, co wzmacnia pozycję Dodona, to wysokie notowania socjalistów (na tle niskiej popularności partii Plahotniuca) oraz fakt, że może się określać jako depozytariusz mandatu społeczeństwa (i odwoływać się bezpośrednio do wyborców, np. drogą referendów) – bo jako pierwszy od 1997 r. prezydent Mołdawii został wybrany w głosowaniu powszechnym i bezpośrednim. Bardzo ważne było też uzyskanie przez Dodona, podczas pierwszej wizyty w Moskwie, otwartego poparcia Władimira Putina. Czytaj dalej Rosyjska karta, mołdawski teatrzyk