Katastrofa polskiego futbolu ma głębszy sens!

Piłka nożna upodabnia się do hokeja na lodzie. Taką właśnie hipotezę postawiłem, już chyba ponad 13 lat temu, kiedy zachodzące w futbolu zmiany i procesy nie były jeszcza aż tak bardzo ewidentne, jako obecnie. Dzisiaj ta prognoza w pełni się potwierdza. Pokazały to zakończone Mistrzostwa Europy.

Roman Mańka: Oczywiście tezy tej absolutnie nie należy rozumieć w kategoriach jeden do jednego, dosłownie. Piłka nożna nie jest hokejem i nigdy nie będzie; chodzi raczej o uchwycenie kluczowych, istotnych zmian, jakie zachodzą w futbolu oraz zdiagnozowanie kierunku trwajającej ewolucji.

Co trzeba mieć żeby wygrywać? Jakie składniki, elementy, czynniki składają się na zwyciestwo? Które walory decydują o sukcesie? Co powoduje, że jedne zespoły tryiunfują, zaś inne ponoszą przykre, dotkliwe i sromotne porażki?

Dziś nie wysarczy mieć jedenstu bardzo dobrych lub dobrych piłkarzy. Trzeba posiadać dużo szersze, a także głębsze zasoby; mówiąc o głębszych zasobach pozwolę sibie na dygresję: chodzi tu bowiem o predyspozycje nie tylko czysto sportowe (takie jak technika, walory motoryczne, organizacja gry, czy przygotowanie taktyczne), lecz również właśnie o te głebsze zasoby, czyli przygotowanie mentane i inteligencję.

Po prostu, na boisku nie wystarczy tylko biegać, trzeba jeszcze myśleć. Futbol to gra, podobnie jak szachy, dla ludzi inteligentnych.

Innowacyjne rozwiązania
Żeby zwyciężać, należy więc mięć nie jedenastu dobrych zawodników, a szesnastu czy może nawet ponad dwudziestu. Zawsze trzeba dysponować możliwością manewru, alternatywnymi wariantami, które można zastosować, bo przecież w trakcie turniejów, wielkich imprez zdarzają się kontuzje, a każdy przeciwnik jest inny, lub przynajmiej trochę inny, stąd powinno się wyjść na niego odmiennym niż w poprzednim pojedynku zestawem zawodników, sięgnąć po nowe ustawienie, implementować innowacyjne rozwiązania taktyczne.

Poza tym – i to jest założenie kluczowe we współczesnym futbolu – (otóż) mecze dzisiaj wygrywa się, mówiąc kolokwialnie, z ławki, to trener, nie publiczność, jest dwunastym zawodnikiem; rutyna może być zawodna, należy zatem preferować zachowania elastyczne, kreatywne, co oznacza, że na sytuację trzeba bezpośrednio, szybko reagować.

To jest właśnie pragmatyzm…

Prawdziwe oblicze pragmatyzmu
Obecni w sportowych studiach największych w Polsce telewizji, komentatorzy, mówili z niechęcią, iż futbol stał się pragmatyczny, wytykali np. zespołowi Anglii, iż prezentuje pragmatyczną piłkę nożną. Używali pojęcia pragmatyzmu w zupełnie fałszymym znaczeniu. Nie rozumieli słów, które wypowiadają.

Pragmatyzm, tak jak definiowali go klasycy tej filozofii, Charles Sanders Peirce, Willliam James, czy twórca odmiany pragmatzmu – instrumentalizmu – John Dewey, oznacza rozszerzony empiryzm, ale zwrócony nie ku przeszłości, jak tradycyjny empiryzm, tylko właśnie ku przyszłości, a zatem nastawiony jest na dbałość o konsekwencje; reguły powinno się odczytwać, definiować w eksperymentalnie wybrażanych skutkach.

Pragmatyzm, w wersji Peirce’a, to definiowanie myśli, idei w działaniu, zaś w zwulgaryzowanym, popularnym wydaniu Jamesa, weryfikowanie prawdy w praktyce.

Pragmatyzm nie oznacza filozofii biernej, zachowaczej, czy kunktatorskiej. Wprost przecienie: w pragmatyzmie chodzi o tworzenie inteligentnych nawyków reakcji (nie sztywnych, automatycznych). Rutyna czy powtarzalność może nie wystarczyć, zaś gdy zmienią się okoliczności, może nawet prwadzić do katastrofy. Kto nie wykonuje kroków do przodu, kto stoi w miejscu, ten tak naprawdę się cofa.

Zatem należy być elastycznym, kreatywnym, i o tym właśnie mówi pragmatyzm.

Znani komentatorzy, których grono stanowili byli piłkarze, a także eksperci w postaci dziennikarzy sportowych, krytykowali bezlitośnie pragmatyzm Anglików, nie zauważając jednocześnie, iż zwycięzcy Mistrzostw Europy, triunfatorzy turnieju – Włosi – implementowali w grze właśnie filozofię pragmatyczną, sięgneli po pragmatyzm, bo odeszli od rutyny, od tradycji własnego, włoskiego „catenaccio”.

Polacy nic się nie stało…
Dla nas Polaków, po raz kolejny w XXI wieku, wielki piłkarski turniej stał się przykrym doświadczeniem, społeczną traumą. W tym, ciągle jeszcze, nowym stuleciu, to już piąta porażka (można powiedzieć dosadniej: piąta katastrofa) na przestrzeni dwóch dekad, nie licząc imprez, na których nas nie było, bo nie zdołaliśmy się tam zakwalifikować.

Kryje się za tym coś więcej niż tysko aspekt sportowy: czyli słabość rodzimej piłki nożnej. Ta sytuacja ma drugie dno i zawiera dużo głębsze wymiary. Futbol tak naprawdę, w sensie dużo bardziej uniwersalnym, metaforycznym, analogicznym i homologicznym, ilustruje wszystkie bolączki polskiego państwa, jego dysfunkcje i mankamenty. Jesteśmy po prostu państwem słabym; nie tak jak mówi różnej maści propaganda od trzydziestu lat: silnym, lecz chronicznie słabym państwem. W bardzo różncyh dziedzinach popełniamy te same błędy. Generalizując można powiedzieć, że kluczowe problemy się powtarzają, są takie same. I co najgorsze: nie wyciąga się z nich żadnych wniosków. Sięgając po cytat wieszcza Kochanowskiego: „Polak przed szkodą, ale i po szkodzie głupi”

Nad całym naszym państwem ciąży beztrosko i radośnie śpiewana przez kibiców piosenka: „Polacy nic się nie stało”, która brzmi niczym klątwa III Rzeczpospolitej, i tak naprawdę jest klatwą

Spadają kolejne samoloty, zawalają się dachy, rzeki co jakiś czas przerywają wały przeciwpowodziowe, w najlepsze kwitną patologie: nepotyzm, korupcja oraz obrzydliwy partyjny klientelizm, niszczy się kolejne instytucje, łamie prawo, media są stronnicze, nieobiektywne, zaś ludzie w Polsce wciąż śpiewają: „Polacy nic się nie stało”.

Siła emergencji
Zakończone Mistrzostwa Europy pokazały również jak bardzo anachronicznie, pymitywnie myślimy o piłce nożnej. Używamy kategorii takich, jak: „pierwsza jedenastka”, „środkowy rozgrywający”, „linia obrony”, „klasyczna 9”.

W nowoczesnym futbolu nie ma żadnych pierwszych jedenastek, środkowych rozgrywających, klasycznych 9, czy jakichkolwiek linii.

Trzeba mieć po prostu grupę ponad piętnastu, a może nawet ponad dwudziestu dobrych, lub nawet bardzo dobrych, wyrównanych zawodników, przede wszystkim uniwersalnych i wielofunkcyjncyh, potrafiących spełniać wiele zadań, w różnych sektorach boiska. Oprócz 9 klasycznej, należy mieć jeszcze 9 fałszywą; zamiast jednego środkowego rozgrywającego – kilku środkowych rozgrywających, zbilanoswanych, co do umięjętności gry ofensywnej oraz defensywnej, w równym stopniu.

Nie można bać się młodości; doświadczenia ostatniego turnieju pokazały, iż najlepsze zespoły odważnie stawiały na zawodników młodych; to nie metryka decyduje o jakości, lecz talent, przygotowanie oraz dyspozycja dnia. Nie można też preferować indywidualizmu przed wspólnotowością, co oznacza ni mniej, nie więcej, że lepiej mieć zespół niż indywidualności; (bo) indywidualności często psują całość, niszczą wspólnotę. Z filozofii strukturalizmu wiemy, że całość to coś więcej niż suma elementów, że całości nie da się zredukować do jej czynników składowych, do jednostek.

Relacje ważniejsze są zatem od elementów. Najważniejszy jest efekt synergii.

Nade wszystko jednak piłkarze muszą myśleć, najważniejsze są ich głowy, potencjał intelektualny, przygotowanie mentalne.

Niestety, największą wadą polskich zawodników, jest to, że nie myślą. Kluczowy czynnik – przygotowania mentalnego – jest na bardzo niskim poziomie; właściwie go nie ma.

 

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Goal and win

undefinedFot: pixabay.com

„Co z tego, że mamy rację, skoro nie potrafimy zbudować koalicji?” – to chyba najbardziej pasujące powiedzonko do polskiej polityki zagranicznej, od odrodzenia po współczesność.

Położenie geograficzne, złośliwość losu, zdrady sojuszników – to mniej lub bardziej obiektywne przyczyny większości porażek Polski na arenie międzynarodowej, jakie miały miejsce na przestrzeni ostatnich kilkuset lat. A co z kondycją tych, którzy odpowiadają za jej prowadzenie? O niej mówimy przeważnie tylko na okoliczność wpadek ministrów. Tymczasem nad ich formą warto by popracować, korzystając z innowacyjnych rozwiązań.

Jerzy Mosoń – Nie potrafiliśmy maksymalizować korzyści politycznych, nawet po takich zwycięstwach jak pod Wiedniem w 1683 roku, czy po Bitwie Warszawskiej w 1920 r. Nie dostaliśmy ani feniga reparacji za II wojnę światową. Przegraliśmy nawet walkę o korzenie chrześcijańskie w preambule europejskiej Konstytucji, choć ta ostatecznie nie weszła w życie. A przecież gra dyplomatyczna jest jak bitwa. Bez prochu i śmierci, ale bitwa, a w niej sprawdzamy się przyzwoicie. Jedyne, co bardziej niż dyplomacja przypomina walkę na „polu chwały”, to sport, gdzie przecież również radzimy sobie całkiem nieźle.
A, gdyby tak sport wykorzystać dla podniesienia wartości dyplomatycznej? Nie bylibyśmy pierwsi, ale być może udałoby się odkryć w tej przestrzeni coś nowego. Czytaj dalej Goal and win