Nie wolno lekceważyć PiS!

W dwóch ostatnich sondażach, z jakimi się spotkałem formacja Jarosława Kaczyńskiego uzyskała odpowiednio: 36 i 42 proc. społecznego poparcia.
Moim zdaniem ten drugi wynik jest bliższy prawdzie, chociaż jeszcze i tak nie w całości pokazuje potencjał elektoratu PiS; moim też zdaniem, od 2019 roku, od wyborów europejskich i parlamentarnych, PiS wiele nie stracił, o ile w ogóle coś stracił.

Roman Mańka: Już dawno przestrzegałem, że nie ma żadnego sensu patrzeć na badania demoskopijne i brać na poważnie ich rezultaty, gdy uwzględniają osoby niezdecydowane. Część wyborców PiS niechętnie przyznaje się do swoich politycznych preferencji i lubi się do tej grupy „schować”, albo udawać elektorat innej, nie wpisanej w ostry konflikt polityczny, partii. Stąd realne nastroje mogą być dla PiS jeszcze lepsze niż te deklarowane w ankietach.

Mimo afer korupcyjnych, ogromnej skali nepotyzmu, inflacji, a także problemów w usługach publicznych, PiS nie traci rzeczywistego poparcia społecznego. Dzieje się tak dlatego, że na przestrzeni ponad 30 lat transformacji ludzie immunizowali się na afery. W świadomości społecznej dominuje przekonanie, że “wszyscy kradną”, tymczasem PiS przynajmniej się dzieli z ludem.

PiS potrafił sparaliżować opinię publiczną, jeden z nielicznych narzędzi obrony, jaki posiada społeczeństwo, za pomocą dwóch posunięć: 1) podziałowi opinii publicznej; oraz 2) transferom socjalnym.
Obydwa kroki obezwładniły kontrolę społeczną.

Przemoc diagnostyczna
Znaczenie polaryzacji jest ogromne. Gdy podzieli się Polskę na dwie połowy, mniej więcej równych części, o wygranej w wyborach zadecyduje mała grupka osób.
A PiS prawdopodobnie wie, która to grupka, albowiem nieustannie przeprowadza pogłębione, lokalne badania, na bardzo niskim poziomie życia społecznego.
Przewagą PiS nie jest nic nadzwyczajnego: jest to, co już dawno, pisząc o współczesnej polityce, zdefiniował francuski filozof i socjolog, Michel Foucault: czyli wiedza, zaś mówiąc bardziej precyzyjniej: lepsze widzenie.
Po prostu PiS więcej od opozycji widzi, bo sprawuje w Polsce rządy i ma ku temu instrumenty. Jednak, jak mawiała Hannah Arend: władza realizowana za pomocą narzędzi (również tych socjotechnicznych) jest przemocą. Ambitna, idealna władza powinna opierać się nie na narzędziach, bo to przemoc, lecz na działaniach.

Zadecydują rezerwy
Jedna lista opozycji może być korzystna dla PiS, gdyż pozwala lepiej stygmatyzować, naznaczyć “wroga”. Przy jednej liście scena stanie się przejrzysta, mniej złożona, czytelna, prosta. Dla wyborców PiS bardziej zrozumiała. Skomplikowany układ na arenie wyborczej demobilizuje populację wyborczą PiS, lecz prosty, antagonistyczny: mobilizuje.
Ta dialektyka nie musi, ale może i jest w stanie spłaszczyć rezultaty przyszłych wyborów do Sejmu: wywindować wynik jednej listy opozycji na poziom ponad 40 proc.; co jednak z tego skoro (w takich warunkach) PiS może otrzymać jeszcze więcej, a wówczas d’ hondt zadziała w ten sposób, że formacja Kaczyńskiego będzie miała dużo więcej mandatów w Sejmie niż dzisiaj.

Porażka Zjednoczonej Prawicy w wyborach parlamentarnych w 2023 roku nie jest przesądzone. Bój będzie niebywale zacięty, zaś wygra ten, który – jak głosi strategia gier – lepiej zmobilizuje zasoby; ja powiedziałbym, że nawet nie zasoby, a rezerwy.

Emeryci, to w chwili obecnej jedna z najistotniejszych rezerw strukturalnych PiS. W 2020 roku, w wyborach prezydenckich, to właśnie ta grupa przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść kandydata PiS>

Uwarunkowania strukturalne
Struktura społeczna przemawia na korzyść PiS. 8 mln emerytów i rencistów. Prawie 50 proc. Polaków mieszka na wsi i w małych ośrodkach, poniżej 20 tyś. mieszkańców. 40 proc. społeczeństwa mieszka na wsi, gdzie na PiS, na 10. wyborców głosuje 6,5, a czasami nawet 7 i 8.
Wystarczy, że 3/5 emerytów zagłosują na ugrupowanie Kaczyńskiego i już będą blisko zwycięstwa. Dziś widać, że obniżenie wieku emerytalnego przez rządy PiS, który wcześniej podniosła koalicja PO-PSL, miało przede wszystkim sens wyborczy. Dzięki temu przybyło emerytów, a to zawsze raczej konserwatywne środowisko (niechętni do zmian – rytualiści, wg taksonomii Roberta Mertona), które przejawia tendencję do wspierania tych, którzy rządzą. Wystarczy coś im dać.

Do tego dojdą głosy mieszkańców wsi. Jedna lista opozycji uporządkuje im percepcję i zorganizuje scenę wyborczą, co uprości wybór. W takich warunkach: (czyli) jedna lista opozycji kontra PiS, siedmiu, może nawet ośmiu na dziesięciu wiejskich wyborców zagłosuje na PiS.

Niespenalizowana korupcja
Powierzchowne, niepogłębione badania socjologiczne, robione dziś, niewiele nam powiedzą. Żadne sondaże nie są w stanie dokładnie zmierzyć siły trzynastych, czternastych i piętnastych emerytur, podniesienia kwoty “500 plus” oraz nowych bojowych wozów strażackich dla OSP i ciągników dla rolników, które będą rozdawane na lewo i prawo. Zwrotów podatkowych z tytułu “Nowego ładu”, jak również kolejnych podwyżek minimalnego wynagrodzenia.
Władza daje narzędzia i PiS na pewno z nich skorzysta. Oczywiście to bardziej złożona korupcja wyborcza, której niestety prawo jeszcze nie definiuje.
Problem polega na tym, iż w coraz większej złożoności przemysłowo-technicznej świata, wiele zjawisk jest postrzeganych na zasadzie mechanizmu, który opisał Gunter Anders (mąż Hanny Arent): “niezgodności prometejskiej”. Wiele zjawisk i procesów jest tak skomplikowanych, że ludzie nie są w stanie ich zauważyć oraz zrozumieć. Nie ma prostej, bezpośredniej przekładni czy zależności pomiędzy przyczyną a skutkiem. I złe, patologiczne rządy na tym żerują.
Dojdą oczywiście jeszcze miliardy z Unii Europejskiej w ramach Krajowego Programu Odbudowy, których PiS nie omieszka instrumentalnie wykorzystać.

 

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Zbyt liczna koalicja się nie opłaca

Trzy listy opozycji w wyborach do Sejmu, to jest ryzykowny wariant. Skoro opozycję miałyby reprezentować trzy listy, to wówczas w praktyce w Sejmie znajdzie się pięć podmiotów opozycji (nie licząc Konfederacji, itd.). Stworzenie rządu z pięciu elementów może być bardzo trudne, a rządzenie w takich warunkach jeszcze trudniejsze.

Roman Mańka: Ryzyko polega na tym, iż nie wszystkim będzie się opłacało partycypować w tego rodzaju strukturze władzy i pojawi się pokusa, aby w bardziej, lub mniej oficjalny sposób przyjąć ofertę sojuszu z PiS.


Gdzie kucharek sześć…
Np., gdyby Lewica (lub któreś z ugrupowań wchodzące w jej skład) miała wejść w koalicję rządzącą złożoną z pięciu ugrupowań, mogłaby liczyć na jednego, spośród pięciu, wicepremierów, dwóch, może trzech ministrów, jednego wicemarszałka Sejmu, spośród pięciu, paru wojewodów.

To się nie opłaca. PiS zaoferowałby dużo więcej: jednego wicepremiera, ale spośród dwóch, sześciu, siedmiu ministrów, wiceministrów we wszystkich resortach, siedmiu wojewodów, wszystkich wicewojewodów, wicemarszałka Sejmu (spośród dwóch), a może nawet i samego marszałka Sejmu, jeżeli układ polityczny by tego wymagał. No i oczywiście niezliczoną ilość posad w agencjach rządowych oraz spółkach skarbu państwa, wspólne zarządzanie mediami publicznymi.

Uczestniczenie w rządzeniu, w warunkach dużej ilości koalicjantów z partykularnego punktu widzenia nie opłaca się, pomijając już problem, że jest to wariant bardzo niekorzystny dla państwa, gdyż w sposób nieracjonalny i niepragmatyczny rozbudowuje strukturę rządu i administracji państwa.

Uruchomienie przepływów
Jeżeli PiS będzie wystarczająco silny (co to znaczy wystarczająco silny?; to znaczy, że osiągnie więcej niż 35 proc. poparcia w skali kraju), zaś opozycja wejdzie do Sejmu trzema listami z czego po wyborach wyłoni się pięć podmiotów, może się zdarzyć, iż któryś z nich, z koniunkturalnych, partykularnych pobudek, pójdzie na współpracę z PiS. Najbliższa tej pokusy jest moim zdaniem: Lewica.

Sęk jednak w tym, że PiS może nie być wystarczająco silny (choć to jeszcze nie jest do końca przesądzone). Zakładam, że w wyborach do Sejmu wystartuje sześć komitetów: PiS (albo Zjednoczona Prawica), Koalicja Obywatelska, Polska2050-PSL, Lewica, Konfederacja, oraz Agro-Unia.

Struktura aktorów (graczy) na scenie wyborczej jest niesamowicie ważna i najczęściej właśnie ten czynnik – strukturalny – decyduje o wynikach wyborów.

Dla PiS-u jest to śmiertelnie niebezpieczny i niebywale niekorzystny układ, gdyż koalicja Polska2050-PSL oraz Agro-Unia wręcz „oskubią” go z poparcia w jego wyborczym bastionie, czyli na prowincji, na wsi i w małych miasteczkach.

Dlatego sens ma wystawienie przez opozycję dwóch list: jedna będzie efektywnie konkurować z PiS na prowincji, zabierając partii Jarosława Kaczyńskiego dużo głosów i w ten sposób otwierając nieosiągalne do tej pory przepływy, zaś druga lista (np. KO-Lewica) zmiażdży PiS w wielkich miastach.
Z dwóch podmiotów łatwiej też po wyborach będzie stworzyć rząd i sprawować władzę.

(pisząc o opozycji mam na myśli: KO, Polskę2050-PSL, Lewicę)

 

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Optymalny wariant


Od kilku dni toczy się dyskusja czy opozycja w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych ma wystawić jedną listę czy dwie. Ja odpowiem na to pytanie: oczywiście, że dwie, bo wówczas opozycja uzyska więcej mandatów i straci mniej głosów. Być może obecnie z PiS uda się wygrać przekonująco również jedną listą, lecz dwie dadzą większą zdobycz foteli poselskich.

Roman Mańka: Problemem przy jednej liście jest elektorat wiejski i z małych miast. Wyborcy Ci nie akceptują Platformy Obywatelskiej. Każda koalicja, w której partycypować będzie PO zostanie na prowincji odrzucona, tym bardziej kiedy „twarzą” takiej formacji miałby zostać Donald Tusk. Po prostu PO jest na wsi nieakceptowalna. W układzie jednej opozycyjnej listy z udziałem PO, jeżeli ludowi wyborcy PSL-u staną przed alternatywą: koalicja opozycji albo PiS, wybiorą (niestety) PiS. Gdy natomiast powstaną dwie opozycyjne listy: Polska2050-PSL oraz PO-Lewica, ludowy elektorat PSL nie odpłynie do PiS, lecz zagłosuje na Hołownię i PSL. I tak właśnie wariant jest optymalny.

Warunek kategoryczny
Przy wspólnej liście (z udziałem PO), PSL i Hołownia (który również jest względnie popularny na wsi i w małych miasteczkach) tracą wyborców. Ta strata to może być nawet 10 proc, które w ten sposób zyska PiS. Przy dwóch listach opozycyjnych, wyborcy z prowincji nie muszą stać przed alternatywą PO albo PiS, i wówczas wybiorą trzecią opcję: PSL w koalicji z Hołownią.

Szczerze mówiąc, to dziwię się, iż ludzie mieniący się ekspertami zastanawiają się czy jedna lista czy dwie. Przecież trzy lata temu ta lekcja była już przerabiana. Gdy tworzono jedną listę opozycji w postaci Koalicji Europejskiej, przestrzegałem, na długo przed wyborami, przed konsekwencjami tego kroku. Pamiętam, iż opublikowałem wówczas artykuł: „Zbyt rozciągnięty front”.
Ostrzegałem, że w takiej konfiguracji opozycja wyborów nie wygra, tracąc właśnie elektorat na wsi i w małych miasteczkach oraz wzmacniając PiS. Życie pokazało, że tak się właśnie stało. Pół roku później, gdy w wyborach do Sejmu opozycja wystawiła trzy list, okazało się, że PiS zdobył mniej głosów niż w wyborach do Europarlamentu, bo na wsi i w małych miasteczkach miał wówczas konkurentów, a w elekcji europejskiej był tam właściwie bezkonkurencyjny.

Jest jeden warunek pewnej porażki PiS. Żeby formacja Jarosława Kaczyńskiego przegrała jakiekolwiek wybory musi mieć silnego konkurenta na prowincji. Nie zrobi tego żadna koalicja, z którą kojarzony jest szyld PO, lub nazwisko Tuska.

Co innego w wielkich miastach, tam PO może dominować.

Koniunkcje wywołują przesilenia
Jest jednak jeden poważny kłopot: (otóż) jeżeli nie powstanie jedna lista, to wówczas będą trzy. Na takim wariancie najbardziej straci PO, bo po prostu zostanie oskubane: z lewej strony przez Lewicę, a z prawej przez koalicję: Hołownia-PSL. W takim układzie (trzech opozycyjnych list), również PiS nie będzie bez szans.

Trzeba też pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Rok 2023 to koniunkcja. Odbędą się wówczas nie tylko wybory parlamentarne, lecz również samorządowe. A w trakcie koniunkcji różne rzeczy mogą się zdarzyć. I różne alianse mogą być zawierane.
Jak mawiała moja idolka, Hannah Arendt: „polityka i religia, to dwie dziedziny, w których mają miejsce różne cuda”.

 

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Klucz do porażki PiS leży na wsi

Istnieje pogląd, że jeżeli PiS zacznie tracić poparcie, to „pęknięcie”, jak określiła to jedna z politolożek, dr Barbara Brodzińska-Mirowska z UMK w Toruniu, zacznie się od elektoratu umiarkowanego, centrowego. Nie do końca się z tym opisem zgadzam, a nawet jeśli się mniej więcej zgadzam, to użyłbym trochę innego języka.

Roman Mańka: Początek erozji popularności PiS, moim zdaniem, zacznie się na wsi. To jest największy bastion wyborczy partii Kaczyńskiego, w którym – paradoksalnie – prawica najszybciej może stracić poparcie. To będzie pierwszy element: utrata poparcia na wsi, jakby pierwotny tektoniczny obsuw. Ale wtórnie spowoduje drugą konsekwencję: w rezultacie obniżenia poparcia wyborczego na wsi, znacząco może obniżyć się globalny wynik PiS, to z kolei pociągnie za sobą dalsze spadki, i co jeszcze gorsze: dalsze procesy.

Np. osłabienie autorytetu centralnego partyjnego przywództwa. Większą skłonność do działań dewiacyjnych. Dezintegrację oraz frondy wewnątrz formacji. Zazwyczaj, gdy partie dotyka poważny kryzys kryje się za tym więcej niż jeden proces, a całe zjawisko przypomina „korkociąg”, w który podczas lotu wpada samolot. Piloci mogą podejmować różne kroki, lecz bardzo trudno jest wówczas wyprowadzić maszynę z tarapatów.

Pomylenie pojęć
Czy polską wieś można określić jako elektorat umiarkowany, centrowy. Taka żonglerka definiensami byłaby myląca. Ten sam błąd w nazewnictwie (język opisu jest niezmiernie ważny, Thomas Hobbes twierdził, że z prawdą lub fałszem nie mamy do czynienia na poziomie rzeczy, lecz na poziomie słów, języka, etc.) popełniają czołowi polscy dziennikarze, mówiąc, że mieszkańcy polskiej wsi są konserwatywni. Jest to uproszczenie zamazujące obraz, a także nieprawidłowy wniosek analityczny: (bowiem) konserwatyzm wiejskich wyborców nie jest kluczową przesłanką przesądzającą o głosowaniu na PiS. Ten sam wiejski elektora głosował kilka razy, w latach 1993, 1995, 2000, 2001, na Aleksandra Kwaśniewskiego i na SLD; najbardziej miażdżąco lewicowy, antyklerykalny Kwaśniewski zwyciężył z konserwatywnym Wałęsą – właśnie na wsi. A przecież wówczas polska wieś była bardziej konserwatywna niż dziś, bo przecież od tamtego czasu przez Polskę przeszły pewne procesy sekularyzacji, laicyzacji, które dotknęły również prowincję. Tymczasem już wtedy na wsi wygrywali politycy antykościelni, lewicowi, itd.

Ocena sytuacji jest zła: wyborca mieszkający na wsi nie głosuje na PiS z uwagi na konserwatyzm; jest dokładnie przeciwnie, popiera PiS ze względu na pragmatyzm. Po prostu, chłop jest interesowny. Oczekuje, że władza mu coś da. Wiedzieli o tym carowie Aleksander I i Mikołaj I, Aleksander II, ma tego świadomość również PiS.

Nieprzypadkowo, gdy na jesieni 2021 roku Jarosław Kaczyński ogłosił tzw. „piątkę dla zwierząt”, PiS-owi spadło ogólnopolskie poparcie, słupki powędrowały znacząco w dół. Eksperci myśleli wówczas, iż jest to efekt zaostrzenia prawa aborcyjnego, a także protestów, które w odpowiedzi na ten krok TK wybuchły w Polsce. Jednak było inaczej. Czasami tak się dzieje, że nałożą się na siebie dwa (lub więcej czynników), wówczas komentatorzy preferują ten najbardziej spektakularny, albo czasowo bezpośredni, ale nie jest to czynnik przyczynowy, kluczowy. Dobra analiza wymaga precyzyjnej izolacji.

Płytkie poparcie
Kilka lat temu, gdy szefem Centrum Analiz Strategicznych (przy KPRM) był prof. Waldemar Paruch, zlecono szczegółowe, bardzo pogłębione badania struktury wyborów, którzy popierają PiS.

Oczywiście, jak to zazwyczaj bywa, stratyfikacja wyborcza jest rzeczą bardzo złożoną i jej dokładny opis wymagałby zniuansowanego postępowania, a przede wszystkim czasu. Jednakowoż dla celów analitycznych można całe badanie sprowadzić do pewnego, uproszczenia, które pozwoli lepiej zrozumieć problem.

Generalnie PiS popierają dwie grupy. Jeśli chodzi o profil wyborczy czy charakterystykę ideologiczną: pierwsza jest dogmatyczna (duży stopień zaangażowania, intensywności emocjonalnej, ideowej), druga, pragmatyczna (wartości oraz światopogląd odgrywają mniejszą rolę, ważniejszy jest interes).

Jeżeli chodzi o lokalizację: pierwsza grupa mieszka w wielkich miastach i jest nieźle wykształcona (jest to często konserwatywna inteligencja, nauczyciele, lekarze, itp.); druga mieszka na prowincji, czyli na terenie wsi oraz małych miasteczek.

Matematycznie, pierwsze środowisko wyborców PiS, a więc – dogmatyczne – jest, w porównaniu z drugą wyodrębnioną populacją (wiejską) stosunkowo mniej liczne. W elektoracie Zjednoczonej Prawicy wieś dysponuje miażdżącą przewagą. Wyborcy wiejscy głosują na PiS solidarnie, w stosunku 6,5, 7, a nawet 8 głosów na 10 wyborców.

Szczegółowe badania pokazały jednak jedną bardzo poważną osobliwość, będącą dużym zagrożeniem dla PiS. Wprawdzie elektorat wiejski głosuje na ZP solidarnie, z dużą frekwencją – zarówno, jeżeli chodzi o udział w wyborach, jak i frekwencję, częstotliwość oddawanych głosów, to jednak nie są to głosy intensywne; czy używając jeszcze bardziej wymownego wyrażenia: nie są to głosy głębokie.

Innymi słowy mówiąc, wbrew temu co się często w Polsce uważa, wśród populacji wyborczej popierającej PiS, wcale nie przeważa elektorat konserwatywny, lecz pragmatyczny. Grupa pragmatyczna jest dużo bardziej liczna i z punktu widzenia zwycięstw ZP kluczowa, ale nie jest stabilna, nie jest wierna, charakteryzuje się dużo mniejszym potencjałem lojalności.

Dużo bardziej stabilna, w sensie popierania PiS, jest grupa dogmatyczna, czyli ta mniejsza i mieszkająca w wielkich miastach.

Analizy pokazują, że środowisko pragmatyczne, aczkolwiek stanowi najliczniejszy zasób wyborczy PiS, można o wiele łatwiej odebrać.

Niedoceniany gracz
Na polskiej wsi zachodzą obecnie, jeszcze niedostrzegane, polityczne oraz strukturalne zmiany, na które ZP może nie mieć wpływu, nawet przy kontynuacji populistycznej polityki. Pojawili się nowi poważni gracze. Już wybory prezydenckie pokazały, że pewną pozycję, konkurencyjną wobec PiS, zdobyła sobie Konfederacja (zwłaszcza wśród młodych rolników). Do gry wszedł też Hołownia. Ciągle relatywnie silny na wsi jest PSL.

Największe zagrożenie dla PiS (abstrahując od jakości polityki ekonomicznej) może nadejść z zupełnie innej strony. Otóż może pojawić się nowy gracz. Właściwie on już się pojawił, jest na polskiej wsi obecny, zaś prawdziwym problemem dla ZP może się okazać wzrost jego pozycji.

Dynamikę poparcia politycznego na obszarze wsi, a w ślad za tym, wtórnie, również w ramach całej Polski, globalnie, może zmienić, Ogólnopolski Ruch Rolników „AgroUnia”. Na mniejszą skalę, ale w ramach podobnej natury, ugrupowanie Mikołaja Kołodziejczaka, ma szansę odegrać podobną rolę, jak Paweł Kukiz w wyborach prezydenckich w 2015 roku: kluczowego czynnika (lub jednego z kluczowych) dla całej wyborczej struktury. Żeby jednak ten proces został uruchomiony, musi się stać jedna kluczowa rzecz: rolnicy i mieszkańcy wsi muszą w to uwierzyć.

Głosowanie jest zazwyczaj wypadkową dwóch faktorów (w rzeczywistości jest ich jeszcze więcej, ale mniejsza o to): emocjonalnego oraz pragmatycznego. Rzecz jest dość skomplikowana, bo nakłada się na siebie kilka przesłanek. Ale w skrócie wygląda to tak: wyborcy wybierają z grona partii które lubią, do których odczuwają sympatię, z którymi się zgadzają – tą która w największym stopniu daje rękojmię poczucia wpływu. W warunkach polskiego systemu wyborczego mogą być to trzy kryteria: 1) domniemanie (bo zawsze mówimy o domniemaniu, pewnej prognozie) zwycięstwa i przejęcia władzy; 2) domniemanie wejścia w koalicję ze zwycięzcą wyborów; 3) domniemanie przekroczenia progu wyborczego i wejścia do parlamentu.

W przypadku „AgroUnii” pod uwagę może być brany ten trzeci scenariusz. Ruch Mikołaja Kołodziejczaka nie wygra z PiS-em na wsi. W najbliższych wyborach ciągle najwięcej głosów na obszarze polskiej wsi będzie miał PiS, lecz „AgroUnia” może ZP osłabić na tyle, iż ta nie będzie w stanie zwyciężyć w wyborach, lub wygrać w takich rozmiarach, aby rządzić samodzielnie, zaś brak rządów samodzielnych w przypadku PiS, oznacza w ogóle brak rządów.

Klucz do zwycięstwa opozycji
Z punktu widzenia sytuacji na wsi, która wpływa na sytuację polityczną w całej Polsce, nieoczywista jest jeszcze jedna rzecz: (mianowicie) czy zjednoczenie opozycji w jedną formację ma sens?

Właściwe to pytanie zostało źle postawione, gdyż zjednoczenie prawie zawsze ma sens, prawidłowe pytanie jest zaś inne: w jakiej konfiguracji?; i w ilu konfiguracjach? I tu właśnie, w tym punkcie leży klucz do zwycięstwa opozycji z PiS.

Matematyka to bardzo skomplikowana rzecz. Jak wiadomo, w polityce matematyka nie zawsze obowiązuje. A mówiąc poważniej, samo spojrzenie matematyczne nie wystarczy, bo zawęża i w gruncie rzeczy, zafałszowuje analizę. Nie zawsze dodawanie elementów daje więcej niżby wynikało z wartości tych elementów; nie w każdym przypadku dochodzi do zsumowania.

Żeby dobrzy przedstawić problem, trzeba odwołać się do głębszych teorii, a nawet koncepcji filozoficznych, takich jak strukturalizm Claude Levi-Straussa czy psychologicznej szkoły Gestalt (Christian von Wolfgang Ehrenfels, Kurt Lewin, Wolfgang Koehler, Kurt Koffka). Swego czasu z dorobku szkoły Gestalt korzystał znany francuski filozof, fenomenolog i egzystencjalista, Maurice Merleau-Ponty.

O co chodzi? Strukturalizm oraz szkoła Gestalt twierdzą, iż przy postrzeganiu czegoś, a postrzeganie wywołuje również namacalne skutki i czasami jest ważniejsze niż postrzegany przedmiot, bardziej istotne są relacje, połączenia, odniesienia, niż same elementy, które się dodaje, składające się później, po połączeniu, na całość.

W kontekście strukturalizmu oraz psychologii Gestalt fundamentalnym pojęciem jest: postać.

Z twym wiąże się inne kluczowe, właściwie konstytutywne założenie strukturalizmu i szkoły Gestalt, że owa całość nie jest tym samym co tworzące ją elementy i nie da się do nich zredukować. Z filozofią strukturalizmu możemy skojarzyć dwa bardzo istotne pojęcia: 1) emergencji, coś się wynurza, powstaje jakaś całość (słowo „wynurza” jest dużo lepsze), a więc wynurza się jakaś całość, która nie jest tym samym, co tworzące ją elementy; 2) pojęcie synergii, powstała w wyniku dodawania całość daje więcej niż wynikałoby z oddzielnej wartości dodawanych elementów.

W tym momencie należy dodać jeszcze trzecie ważne uwarunkowanie: 3) przeciwieństwem synergii może być sytuacja, w której dodawanie elementów da mniej niż ich łączna wartość (jako jeden z przykładów można przywołać epizod Koalicji Europejskiej z 2019 roku).

Istotą rzeczy strukturalizmu jest okoliczność, że nie widzimy i nie jesteśmy w stanie zobaczyć najbardziej konstytutywnych cech; są one niewidzialne. Jest to tzw. głęboka przyczyna strukturalna, zwana również przyczyną metonimiczną.

 Złe kalkulacje Tuska
Co z tego wynika? Zawsze, w każdej dziedzinie czy sytuacji, nie tylko politycznej, ale również gospodarczej, społecznej, materialnej, czy technicznej – sens ma jedynie takie łączenie, które spowoduje efekt synergii, które doprowadzi do stanu, w którym 2 + 2 nie da wyniku 4, a na przykład 5 czy nawet 6; czyli musi to być wartość (całości) wyższa niżby wynikało z dodania wartości łączonych na rzecz całości elementów.

Zarówno „Polska2050” Szymona Hołowni, jak i PSL (ludowcy choćby z uwagi na tradycje) zdobyły, lub dysponują pewną pozycją na obszarze polskiej wsi. Jednak PO czy nawet KO jest tam formacją postrzeganą bardzo nieprzychylnie (co tu dużo ukrywać: polska wieś „nie trawi” PO). Tymczasem lider PO, Donald Tusk, w swojej strategii politycznej, założył, iż będzie dążył do wspólnej listy (koalicji wyborczej) z „Polska2050” i z PSL-em. To jest dokładnie odwrotne działanie niż kroki, które powinny być poczynione.

Jeżeli PO stworzy wyborczy alians z formacją Hołowni, lub PSL-em, to nie da osiągnąć się efektu synergii. Wiejscy wyborcy „Poski2050”, a już na pewno elektorat PSL, prędzej poprą PiS niż oddadzą swoje głosy na blok, w którym główną rolę odgrywa PO. Takie zjednoczenie zsumuje głosy w wielkich miastach (i też w wariancie suboptymalnym/mniejszym niż potencjał), ale na wsi przyniesie duże straty, których beneficjentem może zostać PiS.

Zjednoczenie opozycji ma sens w zupełnie innych konfiguracjach, gdyby PO stworzyło wspólny sojusz wyborczy z „Lewicą”, a „Polska2050” z PSL-em. Wówczas nastąpi efekt synergii, a obydwa bloki, w sumie, dostaną prawdopodobnie więcej głosów niżby wynikało z wielkości ich pojedynczych elektoratów.

Obydwa warianty optymalizują poparcie dla opozycji. Koalicja PO – „Lewica” optymalizuje poparcie w wielkich miastach; powiem nawet więcej, daje szanse na zwycięstwa w średnich oraz mniejszych miastach; zaś alians „Polska2050” – PSL dobrze wypada w wielkich miastach, ma szanse na dobre rezultaty w średnich oraz małych miastach i optymalizuje (wyciąga najwięcej ile się da) na wsi oraz w małych miasteczkach.

 

 Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Słabość systemu partyjnego!


Z sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badan Spraw Publicznych, na zlecenie portalu „StanPolityki.pl” wynika, że gdyby wybory odbyły się dziś, wygrałaby je „Polska2050” Szymona Hołowni (31,26 proc.), na drugim miejscu uplasowałby się PiS (26,96), a trzecią lokatę zajęłaby Koalicja Obywatelska z rezultatem 18,85, czwarta byłaby Lewica (9,34).

Roman Mańka: Teraz widać, jak bardzo słaby i niestabilny mamy system partyjny i jak mylili się ci, którzy narzekali na jego „zabetonowanie”. „Zabetonowanie” zewnętrzne nie jest problemem, bo daje stabilność systemu politycznego (a stabilność to cnota, a nie mankament czy wada); problemem jest „zabetonowanie” wewnętrzne, w głębi partii politycznych oraz – jak ja to nazywam – charyzmatyczny, patriarchalny charakter polskich ugrupowań politycznych. Wewnątrz polskich partii nie ma demokracji.

Redefinicja sympatii
Prognozowałem, że to co się stanie w roku 2021, to zmiana pozycji i statusu KO. W układzie dialektycznym jest tak, że gdy trzeci element stanie się drugim, czyli wejdzie w oś dialektyczną (w polaryzację), to zaczyna „połykać” dotychczasowego drugiego; tu trzecie element stał się pierwszym.

To nowa dynamika.

Moim zdaniem, to może być krytyczny moment rekonfiguracji polskiej polityki. Tendencję uchwyconą w tym sondażu uważam za wysoce prawdopodobną. Gdy dotychczasowy trzeci element (Hołownia) zastępuje dotychczasowy drugi (KO), a w tym przypadku wyszedł nawet na pierwsze miejsce, uruchamia się kilka procesów: pierwszy to doorientowywanie negatywne, a więc przesunięcie poparcia na ten obiekt, który ma największe szanse zwyciężyć z obiektem, który wyborcy chcą odsunąć od władzy (prawo tamy) – to już się dzieje, zwłaszcza wśród elektoratów sympatyzujących z formacjami opozycyjnymi; po drugie, wsparcie ze strony elementu klientelistycznego, w polskiej polityce, wśród osób aktywnych dominuje czynnik koniunkturalny, w ten sposób motywowani klientystycznie działacze będą redefiniować swoje sympatie – to już widać, i w ramach tego procesu Hołownia będzie pozyskiwał z każdej strony grupy interesów: i z opozycji, z PiS, najwięcej z KO; po trzecie, konformizm za darmo *zasada: „biegnij na pomoc zwycięzcy” – po prostu część wyborców lubi popierać tę partię, która lideruje sondażom oraz ma szansę wygrać wybory.

Reaktywacja POPiS-u
Co zagraża Hołowni? Wyjście jego partii na pozycję lidera jest trochę przedwczesne. Mam ambiwalentne odczucia, co do utrzymania tej lokaty – może być tak, że Hołownia się jeszcze bardziej wzmocni, lecz może być też tak, że nie dowiezie miejsca lidera do wyborów.

A wybory, przy takiej strukturze sondaży, raczej nie będą przedterminowe. Chyba, że w „Zjednoczonej Prawicy” wybuchnie konflikt, którego nie można będzie zażegnać/opanować. Na marginesie można powiedzieć, że pierwsze miejsce Hołowni w badaniach preferencji politycznych, to dla PiS szansa na dotrwanie do końca kadencji.

Zagrożeniem dla Hołowni jest to, co jest też jego siłą. Pozycja numer jeden w sondażach, jeśli inne ankiety to potwierdzą, oznacza reaktywację (mobilizację) PO-PiSu. Obydwie, dotychczas najbardziej popularne partie, będą zainteresowane, aby „zniszczyć” Hołownię. Widzieliśmy to już w ostatnich wyborach prezydenckich, kiedy PiS i KO dogadały się w sprawie wymiany kandydata – bez przyzwolenia PiS, KO nie udałoby się wymienić Kidawy-Błońskiej na Trzaskowskiego. PiS i PO zagrożone zburzeniem dualistycznego układu przez kogoś trzeciego mogą zacząć mocniej współpracować.

System partyjny w Polsce to katastrofa. Jest to jedna z największych dysfunkcji państwa.

Stara jakość
Szybki skok ruchu „Polska2050” na pozycję lidera sondażu/y wskazuje na ogromną słabość polskiego systemu politycznego oraz niską świadomość wyborców. Partia Hołowni nie funkcjonuje nawet w rejestrach partii politycznych. Nie posiada wiarygodnego, kompleksowego programu, ani struktur terenowych. Brak kadr.

Jest produktem czysto wirtualnym, marketingowym. W zasadzie nie proponuje nowej polityki, tak jak deklaruje (to pozory), tylko starą, i to jeszcze w najgorszym wydaniu.

Świadczy to również niestety o niskiej świadomości wyborców. Hołownia nie posiada żadnych atutów przywódczych, które mogłyby go predestynować do roli polityka wielkiego formatu oraz męża stanu. W debatach prezydenckich wypał przeciętnie, charyzmy, zmysłu strategicznego, a także zdolności do kształtowania wizji czy programów też u niego nie widzę.

Ulica nie zawsze mówi prawdę…
Na koniec, sprawdza się to co mówiłem niedawno w „Halo Radio”. Teraz widzimy jak w rzeczywistości społeczno-politycznej silne są pozory (jak w filozofii Platona). Sądząc po niedawnych ulicznych protestach można by było powiedzieć, iż w Polsce mamy do czynienia z lewicową rewolucją, że następuje ogromny przechył w lewo. Jeszcze raz potwierdza się reguła, o której często mówię: ulica nie jest najlepszym barometrem. W maju 1968 roku we Francji protestowało w Paryżu milion osób, a miesiąc później wybory parlamentarne wygrała prawica; lewica doszła tam do władzy dopiero 13 lat później (Mitterrand).

Gdyby podliczyć głosy stron politycznych wg cytowanego sondażu, to centroprawica i prawica ma łącznie (nie licząc KO), co najmniej 63 proc. Taki wniosek byłby jednak zbyt wielkim uproszczeniem, ale wyniki tego sondażu pokazują jednak, że niedawne uliczne protesty nie przekładają się w prosty sposób na sympatie polityczne; nie ma adekwatności, korespondencyjności pomiędzy przestrzenią społeczną a polityczną.

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Ciekawy ruch Schetyny, choć spóźniony

Grzegorz Schetyna, lider Platformy Obywatelskiej, ogłosił, że kandydatem jego partii na funkcję Prezesa Rady Ministrów, w przypadku przejęcia władzy po październikowych wyborach, będzie Małgorzata Kidawa-Błońska, obecna wicemarszałek Sejmu.

Łukasz Ziaja –W ten sposób lider opozycji próbuje powtórzyć, skądinąd skuteczny, ruch Jarosława Kaczyńskiego z 2015 roku, związany z wystawieniem Beaty Szydło, jako kandydatki Prawa i Sprawiedliwości na szefa rządu. Czytaj dalej Ciekawy ruch Schetyny, choć spóźniony

Fenomen głosowania na „jedynki”

Niedawno na antenie Radia TOK FM miała miejsce ciekawa dyskusja, w której brali udział: Karolina Lewicka, Dominika Długosz, red. Jarosław Gugała oraz prof. Radosław Markowski.

Roman Mańka – Prof. Markowski wprowadził wątek pierwszych miejsc na listach wyborczych oraz możliwość wyboru kandydatów z dalszych pozycji. – „Tłumaczę ludziom jak tylko się da, już chyba powiedziałem to z dziesięć razy, biorąc pod uwagę tylko sam Pani program, nie licząc innych, że listy są otwarte i można głosować również na kandydatów z dalszych miejsc”. Czytaj dalej Fenomen głosowania na „jedynki”

Miażdżąca przewaga PiS

Jak wynika z najnowszego sondażu IBRiS, którego wyniki zostały ujawnione 5 września 2019 roku, obóz Zjednoczonej Prawicy pewnie maszeruje po wyborcze zwycięstwo. Z rezultatów badania wynika, że partia rządząca może być spokojna o samodzielną większość i spokojne rządzenie przez najbliższe 4 lata.

Łukasz Ziaja –43,4 proc. respondentów deklaruje, że w najbliższych wyborach odda głos na kandydatów Prawa i Sprawiedliwości, Koalicja Obywatelska może liczyć na 21,2 proc. głosów, Sojusz Lewicy Demokratycznej planuje poprzeć 14,1 proc. pytanych, a Polskie Stronnictwo Ludowe otrzyma 5,7 proc. głosów. Takie wyniki przełożyłyby się na 259 mandatów dla Prawa i Sprawiedliwości, 119 mandatów dla Koalicji Obywatelskiej, 65 mandatów dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej, 15 mandatów dla Polskiego Stronnictwa Ludowego i 1 mandat dla przedstawiciela mniejszości niemieckiej. Czytaj dalej Miażdżąca przewaga PiS

Budżet bez deficytu

Rada Ministrów przyjęła, w dniu 27 sierpnia 2019 roku, projekt budżetu na 2020 rok – projekt, który zakłada brak deficytu, po raz pierwszy od początku transformacji gospodarczej.

 Łukasz Ziaja –Rząd Zjednoczonej Prawicy, przez niektórych ekonomistów i dziennikarzy jest krytykowany za nadmierne wydawanie publicznych pieniędzy. Niezaprzeczalne jest, że obecny rząd jest aktywny w sferze przyznawania, a mówiąc precyzyjnie zwracania społeczeństwu środków pieniężnych. Czytaj dalej Budżet bez deficytu

Dlaczego afery nie osłabiają popularności PiS

W 2003 roku przypadkowo natrafiłem w jednych z lokali na spotkanie policjantów, członków sekcji kryminalnej z ludźmi uchodzącymi w potocznej opinii publicznej za gangsterów, parających się handlem lewym alkoholem, papierosami, itd. 

Roman Mańka – Później zacząłem opisywać w prasie powiązania zorganizowanych grup przestępczych z lokalnymi politykami, urzędnikami, prokuraturą. Zdemaskowałem wiele spraw dotyczących prostytucji, przemycania lewego alkoholu, podrabianych papierosów, narkotyków, handlu samochodami, korupcji w policyjnej drogówce, oraz mechanizmu kupowania głosów w wyborach samorządowych. Czytaj dalej Dlaczego afery nie osłabiają popularności PiS