Dwa wybrzeża…

Pod koniec ubiegłego (2020) roku napisałem na moim profilu FB, mniej więcej coś takiego: to czego spodziewam się w Nowym 2021 Roku, to bardziej rozpad „Koalicji Obywatelskiej” („Platformy Obywatelskiej”) niż rozpad „Zjednoczonej Prawicy”.

Roman Mańka: W tym samym wpisie z ubiegłego roku postawiłem również tezę, że rozpad PO doprowadzi do głębokiej rekonfiguracji polskiej sceny politycznej.

To się właśnie materializuje. Ostatni sondaż dla Radia RMF pokazuje w stosunku do Platformy, najgorszy w historii notowań tej partii rezultat (12 proc.). Niezagłosowanie za ratyfikacją Funduszu Odbudowy spowodowało spadek notowań aż o – 6 proc. Tymczasem lewica nie straciła, co zresztą też przewidywałem.

Co teraz będzie?
Spodziewam się kilku procesów. Pierwszy to taki, że wygaśnie, zacznie wygasać, albo co najmniej ulegnie modyfikacji dotychczasowa polaryzacja PO-PiS; swoją drogą może być to również problem dla PiS, bo gdzie dwóch się nie bije, tam trzeci korzysta. Polską polityką rządzi dialektyka; ona wynika z napięć: historycznych, kulturowych, majątkowych, warstwowych, czyli – ujmując problem generalnie – strukturalnych.

W dialektyce najczęściej ma zastosowanie reguła Hegla, a więc „pana i niewolnika”, w ramach której wrogowie są partnerami, i wzajemnie się legitymizują.

Wielowymiarowa zdolność koalicyjna
To co mogłoby uratować Platformę, to wzmocnienie lub przynajmniej odtworzenie polaryzacji (dlatego wiele wpływowych ośrodków opiniotwórczych oraz grup nacisku, np. TVN, będzie starało się zradykalizować podział), lecz to się raczej nie stanie, ale nawet, gdy do tego dojdzie, to z obecnym – katastrofalnym – przywództwem PO, nic to nie da.

Konsekwencją wygaszenia lub osłabienia polaryzacji będzie wielowymiarowa zdolność koalicyjna; to oznacza, że przyszłe sojusze oraz warianty koalicyjne mogę stać się bardziej złożone i wielowymiarowe. Być może nie będzie ich już porządkowała emocja antyPiS-u, bo sam PiS przesunie się mocno w stronę centrum.

Partie sprawujące władzę, nawet te najbardziej radykalne, prędzej lub później ucentrawiają się, np. Konserwatyści czy Partia Pracy w Wielkiej Brytanii, czy choćby w Polsce SLD.

Wielowymiarowość koalicyjna wytworzy nowe warianty strategiczne w stosunku do PiS, lewicy, „Polski 2050” (Szymona Hołowni), a także w PSL.

Z kolei formacjami o najmniejszym potencjale koalicyjnym staną się PO i „Konfederacja”.

AwueSizacja….Kogo najbardziej dotyczy?
W tle tych procesów wystąpią inne, mniej globalne, uniwersalne procesy. Być może Platformę Obywatelską czeka coś w rodzaju „rozbioru”, podobnego do tego, który kiedyś dotknął AWS. Często wobec „Zjednoczonej Prawicy” komentatorzy polityczni oraz eksperci, używają pojęcia „AWueSizacja”, dla opisania podziałów, konfliktów, działania sił odśrodkowych oraz rozdrobnienia tej formacji; ja od dawna twierdzę, że użycie terminu „AWueSizacja”, byłoby dużo bardziej adekwatne i trafione w odniesieniu do PO.

Całości procesu jeszcze nie widać, gdyż na razie docierają do nas najbardziej spektakularne fenomeny w postaci perfuzji parlamentarzystów z PO do „Polski2050”, ale na dole, na poziomie Polski lokalnej i samorządowej dzieje się dużo więcej niedobrych dla Platformy rzeczy: w stronę Hołowni mkną znani lokalni działacze samorządowi, wielu członków PO zmienia barwy partyjne.

PO przeżywa największy w swojej historii kryzys. Mentalnie oraz strukturalnie jest bardzo słaba.

Wielki wybuch
Przycisk do detonatora znajduje się w ręku jednego człowieka: Rafała Trzaskowskiego. Gdy zdecyduje się bardziej dynamicznie budować własny ruch polityczny (a na to się zanosi), wówczas na polskiej scenie politycznej nastąpi „wielki wybuch”. Wtedy Platforma Obywatelska zniknie z powierzchni ziemi (co prognozuję od wielu lat), a na jej gruzach powstaną dwa nowe ruchy polityczne: Hołowni i Trzaskowskiego. Solidarnie podzielą się oni „spadkiem”, masą upadłosciową po PO.

Jeżeli ktoś kiedyś odsunie PiS od władzy, zrobią to wspólnie Trzaskowski i Hołownia. Będzie to powrót do Polski sprzed czasu rządów PiS; tymczasem w Polsce trzeba naprawić to co zostało zepsute wcześniej i nigdy dobrze nie funkcjonowało.

Bieg wydarzeń może zmienić lewica, jeżeli obierze mądra strategię i zmieni swój dotychczasowy paradygmat.

Lewica nie ma wyboru
W układzie z Hołownią i Trzaskowskim lewica zawsze będzie autsajderem (oni w dużo większym stopniu preferują ludowe i konserwatywne PSL), zaś Polska Hołowni nie będzie mniej konserwatywna niż Polska PiS, ale na pewno mniej socjalna. Ani dla PO (Trzaskowski), ani dla Hołowni, lewica nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie, partnerem pierwszego wyboru, traktowanym podmiotowo.

Gdy do tej dwójki dojdzie Kosiniak-Kamysz, to Polska stanie się dużo bardziej konserwatywna niż za czasów PiS, natomiast skala nepotyzmu, klientelizmu i korupcji będzie mniej więcej taka sama.

Tak naprawdę Trzaskowski i Hołownia, to politycy zachowawczy, kunktatorscy, którzy nie zamierzają wiele zmienić, tymczasem Polska potrzebuje ogromnych zmian w różnych dziedzinach, jak również wielu głębokich, dalekosieżnych, nowoczesnych reform.

Strategię jaką powinna przyjąć lewica nazywam: „strategią „Dwóch Wybrzeży”.

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Płynąć trzeba na kurs!

Wyobraźmy sobie, że Sejm, głosami całej opozycji oraz „Solidarnej Polski” nie wyraża zgody na upoważnienie prezydenta do ratyfikowania Funduszu Odbudowy. Załóżmy również, choć to dziś już utopia, że w rezultacie nie przyjęcia ustawy o zasobach własnych oraz braku ratyfikacji, rząd „Zjednoczonej Prawicy” Mateusza Morawieckiego upada.

Roman Mańka: Idźmy jeszcze dalej i przyjmijmy scenariusz, iż w to miejsce, na zasadzie konstruktywnego wotum nieufności, powstaje nowy rząd na czele z liderem PSL, Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, współtworzony przez KO, Ludowców, „Nową Lewicę”, Gowina i „Konfederację”.

Zapętlenie
Nowa większość, zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami, chce przegłosować upoważnienie prezydenta do ratyfikowania funduszu odbudowy, w kolejnym głosowaniu Sejmu, aby pieniądze dzielić już pod rządami nowej rady ministrów. Tu pojawia się jednak jeden problem: nie ma większości – przeciwko jest w sposób dla siebie naturalny „Konfederacja” oraz opozycyjny już wtedy PiS, który przyjmuje postawę tak samo destrukcyjną jak obecnie Koalicja Obywatelska.

Możemy się tak zaplątać. Wówczas Europejski Fundusz Odbudowy upadnie. Setki milionów euro nie trafią do Polski. Bruksela oraz wszystkie Państwa Sygnatariusze będą mieli pretensje do Polski. W Europie skompromitowany zostanie nie tylko PiS, lecz ciesząca się do tej pory dobrą recepcją Brukseli opozycja; wstyd padnie na całą polską klasę polityczną (oprócz „Konfederacji”).

Liczy się dobro wspólne
Najbogatsze państwa Europy, czyli dawni Sygnatariusze EWG, lub tak zwana Europa Franków, pokażą nam wówczas „gest Lichockiej” i powiedzą „łaski bez”, sami sobie zrobimy lepszy fundusz dla siebie i go podzielimy. Dokona się coś w rodzaju polexitu.

Członkostwo w Unii Europejskiej jest największym sukcesem oraz dobrodziejstwem w dziejach Polski. Obecność we Wspólnocie Europejskiej zwieńcza marzenia wielu powojennych Pokoleń Polaków (również moje wielkie marzenie). Udało nam się ten strategiczny cel osiągnąć z jednego powodu: bo był on niekontrowersyjny, traktowany jako priorytet ponad podziałami, co do którego zgadzały się i dążyły do jego realizacji wszystkie najpoważniejsze siły polityczne występujące na polskiej scenie politycznej.

Mówiłem/pisałem to wielokrotnie, powtórzę jeszcze raz: ważną wartością polityki jest spór, różnica zdań, w dialektyce oraz w sprzecznościach jest czasami konstruktywna siła, która napędza system, tworzy nowe idee, lecz jeszcze ważniejszą umiejętność stanowi zdolność do dialogu oraz porozumienia wokół najważniejszych spraw państwa. Bo liczy się dobro wspólne!

Czy stać nas na zmarnowanie szansy?
Są kwestie, które muszą zostać wyłączone z bieżącego sporu czy konfliktu politycznego i umieszczone poza linią wszelkich podziałów; tak było z naszymi aspiracjami w kwestii przystąpienia do NATO oraz UE, żadna z poważnych sił tego nie kwestionowała.

Unia Europejska jest ogromną wartością. Integrację należy pielęgnować oraz pogłębiać. Teraz jest ku temu wspaniała okazja, podobna do tej, którą kraje zachodnie otrzymały po II wojnie światowej (Plan Marshalla). My wtedy nie… Czy chcemy to przeżyć po raz drugi…?

Na pieniądze z Europejskiego Funduszu Odbudowy czekają miliony ludzi, nie tylko w Polsce, ale również w wielu innych państwach Unii Europejskiej, tak tragicznie doświadczonych przez pandemię koronawirusa, w tym m.in. we Włoszech, gdzie prognoza zapaści gospodarczej wynosi na rok 2021 – 10 proc., albo w Hiszpanii, Portugalii, gdzie sytuacja jest tylko trochę lepsza.

Pragmatyczna postawa
W tych warunkach, wobec tego rodzaju dramatycznych okoliczności, głosowanie przeciwko temu Funduszowi będzie rzeczą moralnie niestosowną (mam na końcu języka bardziej adekwatne słowo), a także niehumanitarną.

Ktoś powie: „przecież, gdy rząd „Zjednoczonej Prawicy” upadnie można przeprowadzić nowe wybory parlamentarne”. A wiadomo kto w tym momencie i w tym chaosie je wygra…? Obyśmy się jeszcze bardziej nie zaplątali…

Po władzę można sięgać nie dla samej władzy, lecz dla odpowiedzialnego, skutecznego rządzenia dobrego dla ludzi oraz głębokich, strategicznych reform wybiegających daleko w przyszłość; lecz nie dla dryfowania.

Gdy się nie ma gwarancji skutecznych rządów oraz ambitnego Programu, dalekosiężnej wizji przyszłości, lepiej nie brać władzy. Poczekać aż przyjdzie odpowiedni moment (on przyjdzie).

W polityce, identycznie jak na oceanie, płynąć trzeba na kurs.

Jeżeli Lewica zagłosuje jutro za upoważnieniem prezydenta do ratyfikacji porozumienia w sprawie Europejskiego Funduszu Odbudowy, zagłosuje tak naprawdę za Polską oraz za Unią Europejską; będzie to oznaczać postawę patriotyczną, proeuropejską, pragmatyczną i odpowiedzialną.

Historia Wam tego nigdy nie zapomni!!!

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.

Lewica powróciła do domu

Od początku ten karkołomny plan opozycji, aby wykorzystać proeuropejski projekt Funduszu Odbudowy, jako okazję na odwołanie rządu PiS, nie wzbudzał mojego zaufania. Po prostu są rzeczy, których się nie robi. Nie można w źle pojętym utylitaryzmie posunąć się zbyt daleko.

Roman Mańka: Poza tym, i to był argument drugi, cała strategia wydawała mi się karkołomna. Bo niby, kto miałby obalić ten rząd? Jaka większość? Kto po nim przejąłby władzę? Wybaczcie Państwo, różne cuda w życiu widziałem, ale rządy PO z nacjonalistami z Konfederacji, są dla mnie wyobrażeniem tak samo mrocznym, co kuriozalnym. W tym Sejmie nie ma szans na powołanie trwałej, stabilnej większości przeciw PiS.

Druga rzecz, jaka przychodzi mi na myśl, to pogląd, że Lewica wreszcie coś zrozumiała, Ogromnym błędem Lewicy, podobnie jak błędem PSL, było wchodzenie i długie tkwienie w układzie z KO. Z tego powodu od 2007 roku, chociaż pewne procesy zaczęły się już wcześniej, lewica nie mogła rozwinąć politycznych skrzydeł. To bowiem PO, a następnie KO narzucała niekorzystną dla Lewicy agendę. Tymczasem w sferze ideologiczno-kulturowej nie ma dla Lewicy potencjału. Być może liderzy czy stratedzy Lewicy wreszcie sobie uświadomili twardy fakt, o którym mówiłem podczas jednej z ostatnich audycji w „Halo Radio”, a który często powtarzał Marks oraz inni marksistowscy filozofowie: (otóż) realne nierówności znajdują się w sferze materialnej, w wymiarze społeczno-ekonomicznym, reszta zaś to ideologia.

Osobiście nie uważam, aby to była prawda, jest to rzecz jasna znaczne uproszczenie, prawa człowieka oraz wartości postmaterialne, też są bardzo ważne, ale co komu po prawach człowieka, gdy na chleb nie ma, gdy brakuje mu od pierwszego do pierwszego.

I z tej perspektywy Lewica zrobiła dziś ważny, przełomowy krok, z którego niewiele osób zdaje sobie sprawę, a który może być w przyszłości dużym problemem również dla PiS. Trzeba zastanowić się, co się w Polsce, na przestrzeni ostatnich ponad 15 lat stało. Lewica opuściła teren praw materialnych, przestała wyraźnie upominać się o kwestie społeczno-ekonomiczne. W to miejsce wszedł PiS i to właśnie stało się jednym
z głównych powodów (nie jedynym, bo były również inne ważne), uzyskania politycznej ofensywy oraz późniejszych zwycięstw.

Kiedyś, gdy Anglia organizowała piłkarskie Mistrzostwa Europu (w 1996 roku), Anglicy górnolotnie ogłosili hasło: „Piłka powraca do domu”. Dziś można powiedzieć: „Lewica powraca do domu”. Dotychczas PiS w przestrzeni społeczno-gospodarczej, a także w wymiarze Polski powiatowej, wsi, a zwłaszcza małych miast, nie miał żadnej alternatywy, był bezkonkurencyjny. Teraz jest szansa, że będzie miał. I to jest klucz do bardziej poważnej zmiany.

Natomiast, z KO Lewicy nie łączy nic. W ramach tego obozu Lewica była autsajderem. Politycy Platformy lekceważyli lewicę. Pozostając tam, na lewicy trwałby impas, Lewica nic by nie zyskała. Widać było to dokładnie, zwłaszcza podczas jesiennych demonstracji w obronie praw kobiet, kiedy agenda oraz nastrój były wyraźnie lewicowe, zaś zyskiwał centroprawicowy Hołowania.

Potencjał społeczny Lewicy mieszka na wsi oraz w Polsce powiatowej. Kiedyś zrozumiał to Aleksander Kwaśniewski. Lecz w dużych miastach Lewica również może wiele „ugrać|”, tu też są nabrzmiałe problemy materialne i postmaterialne.

Pogardę wobec Lewicy i lewicowego elektoratu ze strony KO widać było zwłaszcza podczas głosowania w Sejmie nad wyborem rzecznika praw obywatelskich, kiedy znaczna część polityków KO nie poparła Piotra Ikonowicza. Najciekawsze było w tym wszystkim uzasadnienie tej niechęci, które na łamach Radia TOK FM wygłosiła posłanka KO, Izabela Leszczyna: bo reprezentuje, jest wyczulony, na prawa socjalne. A na jakie ma być wyczulony RPO? Prawa socjalne są fundamentem praw człowieka.

Dochodzi jeszcze jedna kluczowa rzecz: proeuropejskie ugrupowania nigdy nie powinny głosować przeciwko ważnym projektom europejskim. Wyborcy KO, ci mniej zaangażowani, mają prawo czuć poważny dysonans.

Autor jest socjologiem i dziennikarzem, prowadzi własną audycję w „Halo Radio” oraz pełni funkcję redaktora naczelnego „Czasopisma Ekspertów” Fundacji FIBRE. Zajmuje się analizami
z zakresu filozofii polityki i socjologii polityki, a także obserwacji uczestniczącej. Interesuje go zwłaszcza fenomenologia oraz hermeneutyka. Jest autorem sześciu książek popularno-naukowych i w dziedzinie dziennikarstwa śledczego. Członek zarządu Fundacji FIBRE.